czwartek, 28 maja 2015

Mirek Chwedziak - Wspomnienie o Królu. B.B. King (1925-2015) Nowy Czas - Londyn

Wędruję dziś po ponurych, przesiąkniętych mżawką ulicach Londynu i zastanawiam się czym właściwie jest dla mnie blues? Wielu z nas nie poradziło by sobie bez niego. Niektórzy, jak Rysiek Riedel, byli lub są na niego skazani. Gdzieś w mojej duszy znajduje się dziura, którą wypełnia tylko ta muzyka. I chociaż dziur w duszy mam wiele, na tę konkretną jest tylko jedno lekarstwo. W ręku dzierżę więc Pale Ale Nicholson'sa i łyk za łykiem próbuję ubrać w słowa rzeczy nieopisane. Ktoś kiedyś powiedział, że można żyć bez muzyki - tylko wtedy po co w ogóle żyć? Dla wielu z nas muzyka to całe życie, ale B.B. King był muzyką wcieloną.


O śmierci B.B. Kinga dowiedziałem się z audycji radiowej podczas porannej jazdy do pracy. Zatkało mnie. Choć to przecież ani śmierć tragiczna, ani szokująca. King miał 89 lat więc był syty dni. Był to jednak pierwszy raz gdy któryś z moich wielkich herosów umierał, a ja byłem tego świadomy. Kilku pozostałych wciąż żyje, inni odeszli zanim poznałem ich twórczość. Przełknąłem ślinę z trudem, zatrzymałem się na poboczu i pozwoliłem nostalgii przejąć kontrolę nad chwilą. Po jakimś czasie, spowrotem na drodze, wyobrażałem sobie uśmiechniętą twarz Kinga i rozmyślałem nad jego dokonaniami i tym co nam zostawił. Lecz gdzie właściwie możemy umiejscowić jego dziedzictwo? I dlaczego wpływ jego twórczości stał się fundamentem dla tak wielu wybitnych muzyków? B.B. grał przez siedemdziesiąt lat. I nigdy nie stracił do tego serca. Jego muzyka była do bólu szczera, a ów ból był tym co gwarantowało jej autentyczność. King był, pomimo swojej muzycznej wielkości, człowiekiem skromnym co było jedną z jego najpiękniejszych wartości. Artyści współpracujący z nim na przestrzeni lat zawsze podkreślali, że pomimo tego skąd się wywiódł (południowe stany w czasach segregacji) i co przeszedł (rasizm i dyskryminacja), nigdy nie można było od niego odczuć zgorzknienia czy urazy. Kiedy oglądałem materiały archiwalne porównując jego występy na przestrzeni dziesięcioleci, jedna rzecz nigdy nie ulegała zmianie – wrażenie, że z gitarą był szczęśliwy, a blues był jego terapią. Blues nie jest gatunkiem wybitnym, nie jest to muzyka wirtuozów, blues to przede wszystkim prawda, najczęściej ta bolesna. Blues to historia, to obraz życia. B.B. King zawsze brzmiał tak samo, ale choć słyszałem „Thrill Is Gone” po tysiąckroć, nigdy nie przestałem wierzyć w autentyczność przekazu i wykonania. Gdy po raz setny podróżował palcami po pentatonice w kluczu B, ja słyszałem kolejną odsłonę tej samej historii, której – pomimo, że znana – zawsze chętnie słuchasz z powodu magii jaką wydaje się ze sobą nieść. Bo jeśli muzyka ma w sobie coś z magii, to blues jest tego najlepszym przykładem.


Gdy zaczynałem swoją przygodę z muzyką i blues wypełniał sporą część mojego dnia, trzech wielkich bluesmanów stanowiło dla mnie największą inspirację: Gary Moore, Stevie Ray Vaughan i B.B. King. Ale bez Kinga nie byłoby SRV, bez Kinga nie było by też Claptona, bez Kinga blues nie był by taki sam. Bez Kinga... nie byłoby również i mnie. To on uczył nas – muzyków w bluesie osadzonych – tego, że jeden dźwięk zagrany w odpowiedni sposób, we właściwym momencie potrafi bardziej zdefiniować utwór niż kompleksowe przejście oparte na piętnastu nutach. To on pokazał nam jak sprawić by gitara zapłakała. To on wyrażał smutek w sposób tak przejrzysty i oczywisty, że ten udzielał się nam i sprawiał, że chcieliśmy doświadczyć tego samego... tej zdolności komunikowania naszego wnętrza również bez słów. Każdy kto z bluesem trochę posiedział wie, że z wiekiem staje się on bliższy. Bo z wiekiem ból staje się zwierzem bardziej oswojonym. Z wiekiem staje się on wręcz przyjacielem. Towarzyszy ci w końcu zawsze i wszędzie.


B.B. zdobył nasze serca, ukształtował naszą muzykę i przekonał nas o słuszności naszego wyboru. Ojciec chrzestny muzyki, która splotła się na stałe z moim kręgosłupem. Muddy Waters był wielki, John Lee Hooker śpiewał jak nikt inny, ale z klasyków to właśnie King był niezmiennie tym, który nauczył mnie, że uczuć nie można się wstydzić. Że męskim jest uwolnić serce i wyśpiewać co w duszy gra. To wielki B.B. wskazał nam drogę, na której każdy z nas odnalazł się w sposób taki lub inny. John Mayall dał nam nowe brzmienie bluesa, SRV wytoczył ciężkie działa walki muzyką z niedającą spokoju rzeczywistością, Gary Moore pokazał, że "niebieski" to kolor wielu emocji. Wszystko to by dziś Joe Bonamassa mógł kontynuować dziedzictwo wielkich mistrzów "malując" dźwiękiem różne odcienie „błękitu”. A wszystko dzięki temu, że w 1941 roku szesnastoletni wówczas Riley B. King posłuchał głosu serca, który ścielił w młodej głowie marzenia o byciu muzykiem radiowym. Z plantacji bawełny do serc milionów ludzi. Amerykański sen dla kogoś komu nie dawano do niego prawa. Bo w tym wszystkim nigdy nie chodziło o Amerykę. W tym wszystkim zawsze chodzi o muzykę. B.B. King – nie zapomnimy ciebie i twojej muzyki. Jesteś legendą, a te żyją wiecznie.

Mirek Chwedziak (23.05.2015)


Mirek Chwedziak
jest urodzonym we Wrocławiu, a mieszkającym w Londynie gitarzystą, wokalistą, kompozytorem i autorem tekstów. W jego muzyce, siedzi blues z domieszką country i folk-rock'a. Od jakiegoś czasu Mirek realizuje swoją kolejną pasję i stał się współpracującym z blogiem Muzyczna Podróż recenzentem wydawnictw muzycznych. Więcej o Mirku możecie przeczytać tutaj.

https://www.youtube.com/watch?v=JSGIiEvyE_k

środa, 27 maja 2015

Jack J Hutchinson Blues Trio today Live at Ain't Nothin But, Kingly Street, London 27 of May


Antoni Malewski - Subiektywna historia Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim. Część 44 - Bracia JOCHAN w ALABASTRO

Antoni Malewski urodził się w sierpniu 1945 roku w Tomaszowie Mazowieckim, w którym mieszka do dziś. Pochodzi z robotniczej rodziny włókniarzy. Jego mama była tkaczką, a ojciec przędzarzem i farbiarzem. W związku z ogromną fascynacją rock'n'rollem, z wielkimi kłopotami ukończył Technikum Mechaniczne i Studium Pedagogiczne. Sześć lat pracował w szkole zawodowej jako nauczyciel. Dziś jest emerytem i dobiega 70-tki. O swoim dzieciństwie i młodości opowiedział w książkach „Moje miasto w rock’n’rollowym widzie”, „A jednak Rock’n’Roll”, „Rodzina Literacka ‘62”, a ostatnio w „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” - książce, która zajęła trzecie miejsce w V Edycji Wspomnień Miłośników Rock’n’Rolla zorganizowanych w Sopocie przez Fundację Sopockie Korzenie. Miał 12/13 lat, kiedy po raz pierwszy usłyszał termin rock’n’roll. Egzotyka tego słowa, wzbogacona negatywnymi artykułami Marka Konopki - stałego korespondenta PAP w USA jeszcze bardziej zwiększyła – jak wspomina - nimb tajemniczości stylu określanego we wszystkich mediach jako „zakazany owoc”. Starszy o 3 lata brat Antoniego na jedynym w domu radioodbiorniku Pionier słuchał nocami muzycznych audycji Radia Luxembourg, wciągając autora „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” w ten niecny proceder, który - jak się później okazało - zaważył na całym jego życiu. Na odbywającym się w 1959 roku w tomaszowskim kinie „Mazowsze” pierwszym koncercie pierwszego w Polsce rock’n’rollowego zespołu Franciszka Walickiego Rhythm and Blues, Antoni Malewski znalazł się przypadkowo. Po roku w tym samym kinie został wyświetlony angielski film „W rytmie rock’n’rolla” i w życiu młodego Antka nic już nie było takie jak dawniej. Później przyszły inne muzyczne filmy, dzięki którym Antoni Malewski został skutecznie trafiony rock'n'rollowym pociskiem, który tkwi w jego sercu do dnia dzisiejszego. Autor „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” wierzy głęboko, że rock’n’roll drogą ewolucyjną rozwalił w drobny pył wszystkie totalitaryzmy tego świata – rasizm, faszyzm, nazizm i komunizm. Punktem przełomowym w życiu Antoniego okazały się wakacje 1960 roku, kiedy to autor poznał Wojtka Szymona Szymańskiego, który posiadał sporą bazę amerykańskich płyt rock’n’rollowych. W jego dyskografii znajdowały się takie światowe tuzy jak Elvis Presley, Jerry Lee Lewis, Dion, Paul Anka, Brenda Lee, Frankie Avalon, Cliff Richard, Connie Francis, Wanda Jackson czy Bill Haley, a każdy pobyt w jego mieszkaniu był dla Antoniego wielką ucztą duchową. W lipcu 1962 roku obaj wybrali się autostopem na Wybrzeże. W Sopocie po drugiej stronie ulicy Bohaterów Monte Casino prowadzającej do mola, był obszerny taras, na którym w roku 1961 powstał pierwszy w Europie taneczny spęd młodzieży zwany Non Stopem, gdzie przez całe wakacje przygrywał zespół współtwórcy Non Stopu Franciszka Walickiego - Czerwono Czarni. Młodzi tomaszowianie natchnieni duchem tego miejsca zaraz po powrocie wybrali się do dyrektora ZDK Włókniarz, w którym istniała kawiarnia Literacka i opowiedzieli mu swoją sopocką przygodę. Na ich prośbę dyrektor zezwolił do końca wakacji na tańce, mimo iż oficjalne stanowisko ówczesnego I sekretarza PZPR Władysława Gomułki brzmiało: "Nie będziemy tolerować żadnej kultury zachodniej". Taneczne imprezy w Tomaszowie rozeszły się bardzo szybko echem po całej Polsce, a podróżująca autostopem młodzież zatrzymywała się, aby tego dobrodziejstwa choć przez chwilę doświadczyć. Mijały lata, aż nadszedł dzień 16 lutego 2005 roku - dzień urodzin Czesława Niemena. Tomaszowianie zorganizowali wówczas w Galerii ARKADY wieczór pamięci poświęcony temu wielkiemu artyście.

Wśród przybyłych znalazł się również Antoni Malewski. Spotkał tam wielu kolegów ze swojego pokolenia, którzy znając muzyczne zasoby Antoniego wskazali na jego osobę, mając na myśli organizację obchodów zbliżającej się 70 rocznicy urodzin Elvisa Presleya. Tak oto... rozpoczęła się "Subiektywna historia Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim", którą postanowiłem za zgodą jej Autora udostępniać w odcinkach Czytelnikom Muzycznej Podróży. Zanim powstała muzyka, która została nazwana rockiem, istnieli pionierzy... ludzie, dzięki którym dziś możemy słuchać kolejnych pokoleń muzycznych buntowników. Historia ta tylko pozornie dotyczy jednego miasta. "Subiektywna historia Rock’n’Rolla..." to zapis historii pokolenia, które podarowało nam kiedyś muzyczną wolność, a dokonało tego wyczynu w czasach, w których rozpowszechnianie kultury zachodniej jakże często było karane równie surowo, jak opozycyjna działalność polityczna. Oddaję Wam do rąk dokument czasów, które rozpoczęły wielką rewolucję w muzyce i która – jestem o tym głęboko przekonany – nigdy się nie zakończyła, a jedynie miała swoje lepsze i gorsze chwile. Zbliżamy się – czego jestem również pewien – do kolejnego muzycznego przełomu. Nie przegapmy go. Może o tym, co my zrobimy w chwili obecnej, ktoś za 50 lat napisze na łamach zupełnie innej Muzycznej Podróży.

Bogato ilustrowane osobiste refleksje Antoniego Malewskiego na temat swojej życiowej drogi można przeczytać tutaj Cześć 1 "Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim" można przeczytać tutaj. Część 2 tutaj  Część 3 tutaj  Część 4 tutaj  Część 5 tutaj  Część 6 tutaj Część 7 tutaj  Część 8 tutaj  Część 9 tutaj  Część 10 tutaj Część 11 tuta jCzęść 12  tutaj  Część 13 tutaj  Część 14 tutaj  Część 15 tutaj   Część 16 tutaj  Część 17 tutaj  Część 18 tutaj  Część 19 tutaj  Część 20 tutaj Część 21 tutaj Część 22 tutaj  Część 23 tutaj  Część 24 tutaj   Część 25 tutaj  Część 26 tutaj Część 27 tutaj Część 28 tutaj  Część 29 tutaj Część 30 tutaj Część 31 tutaj   Część 32 tutaj Część 33 tutaj Część 34 tutaj  Część 35 tutaj  Część 36 tutaj  Część 37 tutaj Część 38 tutaj Część 39 tutaj Część 40 tutaj  Część 41 tutaj Część 42 tutaj Część 43 tutaj Część 90 tutaj Artykuł z okazji zdobycia nagrody tutaj


W ALASTRO; stoją Adam Jochan, Maryla Tejchman, Wiesiek Sliwiński, Iwona Thierry, Antek
Malewski, Krzysztof Jochan. Klęczy Darek Jochan obokMarka Karewicza
W dniu 9 lutego 2013 roku w Ośrodku Kultury TKACZ odbyło się 100 spotkanie z mojego cyklu Herosi Rock’n’Rolla połączone z jubileuszem 75 urodzin artysty fotografika, człowieka ze złotym obiektywem, pana Marka Karewicza. Na uroczystości przybyli do naszego miasta zaproszeni goście, ci z najwyższej półki polskiego show businessu; Alicja Klenczon Corona – żona przedwcześnie zmarłego Krzysztofa z USA, Iwona Thierry – reprezentantka marketingu w Polskich Nagraniach MUZA z Warszawy, Marek Gaszyński – dziennikarz radiowo telewizyjny z Warszawy, Wiesław Wilczkowiak - vice prezes Stowarzyszenia Miłośników Muzyki CHRISTOPHER im. Krzysztofa Klenczona z Gdyni, Wiesław Śliwiński – vice prezes Fundacji Sopockie Korzenie, stały opiekun Marka Karewicza z Gdańska oraz sam jubilat Marek Karewicz z Warszawy. Po zakończeniu muzyczno, wspomnieniowej imprezie w OK TKACZ przenieśliśmy się w liczbie 30 osób do hotelu restauracji ALABASTRO przy ulicy Dzieci Polskich na kuluarową kolację, dla niektórych przyjezdnych gości, nocleg.

Muszę wspomnieć, że pierwszy termin połączonych jubileuszy ustaliliśmy z panem Markiem Karewiczem w Sopocie na dzień 2 luty 2013 roku podczas listopadowej (w 2012 roku) Gali IV Edycji Wspomnienia Miłośników Rock’n’Rolla, i taką datę przyjąłem podporządkowując pod nią całą, programową logistykę. Informację o tym spotkaniu, na 10/12 dni przed Bożym Narodzeniem, umieściłem na swojej stronie facebooku, naszej klasie czy na Antoni Malewski - onet.pl, powiadamiając niektórych przyjaciół telefonicznie. Kiedy zmuszony byłem, z przyczyn obiektywnych, po świętach Bożego Narodzenia przesunąć spotkanie o tydzień, to jest na dzień 9 luty, wszystkie ustalone miejsca (kino Włókniarz, była kawiarnia Literacka, hotel restauracja ALABASTRO) mówiąc kolokwialnie, zawaliły się. Między innymi zaplanowany na wynajem (kolacja, nocleg) cały obiekt ALABASTRO.


W pierwszym tygodniu stycznia przyszedłem do ALABASTRO pertraktować zmianę terminu. Od gospodarzy otrzymałem nieprzyjemną informację, - Panie Antoni, spóźnił się pan o dwa dni, sobota 9 lutego to ostatni dzień karnawału, cały lokal wynajęła grupa 30/40 osób, która w naszej restauracji od ponad dwóch lat, 3/4 razy w roku organizuje się i spotyka w tym samym składzie przyjaciół. Nie możemy im odmówić już ustalonego terminu. Po chwili mojego milczenia dodała, - A ile osób może liczyć pańska grupa? Wymieniłem liczbę 30/35 osób na co otrzymałem szybką odpowiedź, - Nie ma żadnej sprawy, na taką liczbę osób możemy wynająć wam małą salę, tuż przy bufecie. Obsługiwaliśmy w niej niejednokrotnie 40 osób, a w hotelu mamy wolnych co najmniej 30 łóżek. Ludzie, którzy wynajęli dużą salę, to bardzo fajne, przyjazne, niekonfliktowe osoby. Na pewno nie będzie między wami żadnych zgrzytów czy zadrażnień, zapewniam pana. Wcześniej rozwiązałem zaistniały podobny problem z kinem Włókniarz i byłą kawiarnią Literacka, zamieniając na lokal w OK TKACZ w dzielnicy Niebrów. Po zakończonym, pozytywnym rozwiązaniu powstałego problemu w ALABASTRO, usłyszałem potężny huk w swoim wnętrzu, ten huk to spadający z serca ogromny kamień. Ufff, nareszcie odetchnąłem, czekam już teraz tylko na premierę !!!

Marek Karewicz (fot. Monika S. Jakubowska)
Po jubileuszowym spotkaniu w OK TKACZ wielu zaproszonych uczestników przeniosło się do drugiej jej części, na wspomnieniową, kuluarową kolację do pobliskiej restauracji ALABASTRO, w której uczestniczyli wszyscy wymienieni wyżej w VIP-owie (sześć osób), przedstawiciel Urzędu Miasta w osobie Naczelnika Wydziału Kultury pana Leszka Dąbrowskiego z małżonką, oraz moi przyjaciele; państwo Emilia i Bogdan Żelazowscy, państwo Barbara i Edward Barańscy z W-wy, wielka fanka rock’n’rolla, piękna Anna Hoffmann ze Szczecina z siostrą swojego ojca z mężem (Zosia i Andrzej Brzescy) z Tomaszowa, moje koleżanki, byłe tomaszowianki Maryla Tejchman i Danuta Piotrowska z Warszawy, Ela i Krzysztof Świtkowscy byli tomaszowianie z Waeszawy, Danuta Mec-Wypart siostra zmarłego Bogusława z koleżanką ze Stanów, Monika Zdonek stała uczestniczka moich spotkań z cyklu Herosi Rock’n’Rolla, Dzidka Rode moja serdeczna koleżanka, wdowa po koledze Henryku, redaktor z TIT-u, lokalnego tygodnika, Jan Pampuch, Waldek Gałek mój przyjaciel, autor wszystkich stu plakatów do Herosów, projektów trzech okładek moich książek z partnerem od brydża sportowego Tomkiem Sobczakiem, małżeństwo Ewa i Jan Komarowie przyjaciele ze Wspólnoty, którzy utrwalali filmową kamerą całe wydarzenie w OK TKACZ jak również w restauracji ALABASTRO.

Krzysiek Jochan
Zbliżała się godzina 23.00, konsumpcyjne spotkanie miało się już ku końcowi. Niektórzy goście, zamieszkali w Tomaszowie, powoli opuszczali lokal. Gdy zmęczonego wydarzeniami dnia, Marka Karewicza, ułożyliśmy do snu, z rozbawionej na przeciwko dużej sali przybiegło do naszego stołu kilku uczestników (kobiety i mężczyźni) karnawałowej imprezy, zapraszając nas na taneczny parkiet. Praktycznie wszyscy pozostali przy stole, którzy zamieszkali w hotelu (Iwona Thierry, Marek Gaszyński, Wiesław Wilczkowiak, Alicja Klenczon Corona, Wiesław Śliwiński, Danuta Piotrowska) oraz ja z Marylą Tejchman (miała zapewniony nocleg u córki) przenieśliśmy się na parkiet w dużej sali. Rozszalała się zabawa na całego, godna zakończenia karnawału, były tańce i śpiewy. Tańcząc, zapamiętałem migdałowy utwór z mojej młodości, wielki przebój lat 50/60 w wykonaniu Johnnie Raya Just Walking In The Rain (Spacer w deszczu), ciągle powtarzany przez DJ, przyjmowany, tak jakby utwór ten był z ich epoki, z wielkim entuzjazmem przez o wiele młodszych uczestników. Około godziny 1.00 w nocy, odczuwając duże zmęczenie po ciężkim dniu, udałem się do domu blisko oddalonego od miejsca zabawy (3/4 minuty drogi), na zasłużony odpoczynek. Umówiłem się z hotelowymi gośćmi w niedzielny poranek na godzinę 9.00. 


Z Alicją Klenczon Corona
Kiedy dotarłem rano do ALABASTRO zastałem krajobraz po bitwie, wielu gości jeszcze dosypiało po nocnych szaleństwach, trwających do białego rana, spóźniając się na hotelowe, pożegnalne śniadanie. Okazało się, że towarzystwo, które zaprosiło naszych VIP-ów na taneczny parkiet, spotyka się cyklicznie w tym samym składzie, w tym samym miejscu trzy, cztery razy do roku a głównymi pomysłodawcami i inicjatorami spotkań jest rodzina Jochanów reprezentowana przez czterech, umuzykalnionych braci (Krzysztof, Adam, Paweł, Dariusz) i ich rodzin. Nocne spotkanie hotelowych gości zaowocowało bliższym poznaniem się z najstarszym z braci, przedstawicielem rodziny Jochan, Krzysztofem. Kim są bracia Jochan? Rodzina Jochanów – to rodzina robotnicza wywodząca się, tak jak ja, z dzielnicy Starzyce. Ich rodzice zamieszkiwali przy ulicy Wolnej, tu urodzili się Krzysztof i Adam, a Paweł i Dariusz w innym domu przy ulicy 18 stycznia (dziś Roweckiego) po czym otrzymali mieszkanie z Urzędu Miasta, w blokach przy ulicy Żwirki i Wigury. Dorastanie braci Jochanów związane było ściśle z blokowiskiem na ulicy Polnej. Pani Jochan pracowała przez całe życie w starzyckim przedszkolu, dziś nr. 17 (w ogrodzie w pałacu Bornsteina w widłach ulic Warszawska/Zawadzka) przy mojej, nieistniejącej, rodzinnej posesji, Warszawska 101 (dziś na tym podwórku istnieje zakład wulkanizacyjny).


Z Markiem Gaszyńskim
Dzisiaj w dobie ogromnych problemów z pracą, za sprawą rodzinnego menedżera jakim jest najstarszy z braci, przedsiębiorczy Krzysztof, Jochanowie wzięli sprawę w swoje ręce, zdążyli wsiąść do odpowiedniego pociągu. Założyli własną firmę asenizacyjną (czyszczenie kanałów, osadników, odtłuszczanie szamb) oraz wykonują różne, drobne usługi, budowlanej wykończeniówki. Choć bardzo ciężko pracują, nie narzekają na ekonomiczną stronę życia, mówiąc kolokwialnie, nieźle prosperują. Pomimo pracy w delegacji (sesje wyjazdowe) znajdują czas na rodzinne spotkania, podczas których amatorsko muzykują i śpiewają, a jest ich potężna liczba (ich synowie, synowe, wnuki i najbliżsi przyjaciele) blisko dwadzieścia osób. Utrzymują między sobą przyjazne relacje w duchu rodzinnej miłości i wzajemnego poszanowania. Każde święto Bożego Narodzenia to wielkie, spotkanie 20 osobowej rodziny gdzie po tradycyjnej, wigilijnej wieczerzy, w domach u Jochanów dominuje śpiewanie kolęd, aż do wspólnego pójścia na pasterkę. Bracia Jochanowie, za sprawą Krzysztofa, są animatorami przepięknych spotkań, przy zastawionych dobrym jadłem stołach i wspólnym muzykowaniu nie tylko ze swoją rodziną, szczególnie ze swoimi bliskimi i przyjaciółmi, właśnie w restauracji ALABASTRO.


Z Iwoną Thierry

W drugiej połowie kwietnia wykonałem telefon do Gdańska, do Wiesia Śliwińskiego, by podał swój gdański adres. Chciałem mu wysłać, obiecaną wcześniej, zmontowaną płytę DVD z marcowego spotkania w OK TKACZ. – Antek wstrzymaj się z wysyłką – rzekł – w sobotę 27 kwietnia będziemy w ALABASTRO, to znaczy ja, Marek Karewicz, Iwona Thierry i Maryla Tejchman. – A z jakiej okazji – szybko, z niedowierzaniem zripostowałem – żadnej imprezy w tym dniu nie szykuję. – Ty nie – odpowiedział Wiesław – ale bracia Jochan, z którymi się zaprzyjaźniliśmy. I oni szykują spotkanie, myślę, że i ty zostaniesz przez nich zaproszony. Faktycznie, miał rację, po trzech, czterech dniach od rozmowy z Wiesławem dzwoni do mnie Krzysiek Jochan. – Antek chciałem cię poinformować, że w sobotę 27 kwietnia robimy spotkani z twoimi przyjaciółmi, którzy uczestniczyli w lutowym spotkaniu w OK TKACZ to jest z Iwoną Thierry, Marylą Tejchman, Markiem Karewiczem i Wiesiem Śliwińskim. Wszyscy wymienieni potwierdzili swój przyjazd. Bylibyśmy ci wdzięczni gdybyś mógł swoją osobą zaszczycić nasze spotkanie. Tak jak lutowe, odbędzie się w ALABASTRO o godzinie 16.00. Odpowiedziałem natychmiast, - Tak, przyjdę na pewno. Do zobaczenia w ALABASTRO.


W sobotę, 27 kwietnia, około 15.30 otrzymuję telefon od Maryli Tejchman, - Antek jesteśmy już w ALABASTRO, czekamy na ciebie, za dziesięć minut podjadę, pod Biedronkę. Weź swoje książki, „Tryptyk Tomaszowski” i książkę Marka Gaszyńskiego, „Moja historia Rock’n’Rolla w Polsce”. Książkę Gaszyńskiego pożyczył mi Karewicz, kiedy w lutym, po imprezie w OK TKACZ i ALABASTRO, z Bogdanem Żelazowskim zawoziłem Marka Karewicza do Warszawy. Zapakowałem wymienione publikacje w torbę, wyszedłem przed blok gdzie stał Maryli seat. W ciągu 5 minut znaleźliśmy się w lokalu gdzie na widok zastawionych stołów (jeszcze bez zaproszonych gości) na dużej sali, przeżyłem szok. Półmiski smacznych zakąsek, wiele różnorakich sałatek, salaterki z owocami, duży wybór zimnych napoi, kompotierki wypełnione napojami. W przeciwległym narożniku dużej sali, wiejski stół. Byliśmy naszą piątką, oprócz małżeństwa Jochanów, Ewy i Krzysztofa, głównych animatorów spotkania, pierwszymi z zaproszonych gości. W ciągu kwadransa główna sala ALABASTRO zapełniła się, przybyli bracia Krzysztofa, Adam i Darek z żonami, nie dotarł brat Paweł.


Z Krzyśkiem Jochanem
Syn Krzysztofa Jakub z małżonką oraz kolega Jakuba Jarek Brodzki, Izabela i Włodek Dębiec, Ewa i Edek Kusiowie (moi znajomi, z Ewą pracowałem w Niewiadowie), Bogdan Pietruszczak z Beatą, Zofia i Stanisław Frankowscy, Wiesława i Wiesław Flamholc. Wiesław jest nadwornym kamerzystą. Wszystkie spotkania towarzyskie kameruje i robi okolicznościowe filmy. Przy stole zasiadło około 30 osób (nie liczyłem). Powitaniem słownym rozpoczął gospodarz spotkania, Krzysiek, po czym do stołu podano, klasyczne, polskie, tradycyjne danie - schabowy. Krzysiek poinformował, że za godzinę przybędzie DJ, który jest stałym operatorem od muzyki na imprezach organizowanych przez Jochanów i rozpocznie się prawdziwa dyskoteka. – Tymczasem proszę wysłuchać nas, braci Jochan w znanym repertuarze – zapowiedział Krzysiek, kierownik grupy, występ swoich braci. 


Bracia Jochanowie; od lewej – Krzysiek, Adam, Darek
Bracia Jochan, na gitarach Krzysiek z Darkiem a na tamburynie Adam, kilkoma coverami z repertuaru zespołu wszech czasów, Czerwone Gitary, rozpoczęli (w strojach cywilnych) swój mini recital, by w dalszej części swojego występu wyśpiewać kolejne przeboje „wielkich”, Niebiesko Czarnych, Kasi Sobczyk, Trubadurów, Wojtka Kordy i innych polskich wykonawców z lat 60/70-tych minionego wieku. Po pół godzinie gry, a może więcej Jochanowie zakończyli swój pierwszy mini recital. Do lokalu przybył spóźniony DJ i rozpoczął dyskotekę przy muzyce mechanicznej.


W latach 70' istniał w Polsce jedyny w swoim rodzaju zespół,który stylizował
się w podobny sposób jak Dzicy braci Jochanów. Nazywali się  Tropicale
Thaiti Granda Banda, a każdy ich występ podczas festiwali opolskich był
jednym z najbardziej wyczekiwanych punktów programu.
Co prawda zestaw odtwarzanych utworów przez DJ, nie był z mojej bajki, dlatego nie przebywałem na parkiecie zbyt często. Były muzyczne momenty, które natychmiast pchały mnie do tańca to, między innymi przebój kompozycji Chucka Berry’ego w wykonaniu zespołu Status Quo, You Never Can Tell a drugi to jeden z największych światowych hitów, geniusza jazzu, bluesa, rock’n’rolla Raya Charlesa, I Cant Stop Loving You. Około 22.00 nastąpiła przerwa, podano drugie, gorące danie, kluski śląskie z pieczenią wołową. Po tym gorącym posiłku, bracia Jochanowie przebrali się (długie peruki, ciemne okulary, jednakowe koszule przypominające chłopskie z lnu, na szyjach mieli naszyjniki z medalionami, zwierzęcymi zębami, kłami afrykańskich drapieżników, sprawiając niecywilizowanych osobników z afrykańskiego buszu. Jochanowie wystąpili jako zespół o nazwie Dzicy.


Zespół Dzicy
Rozpoczęli repertuarem bardziej ambitnym, rock’n’rollowo bluesowym zespołu Breakout (piosenki Tadeusza Nalepy, Miry Kubasińskiej) czy Niemena. Dużo kawałków bluesowych i rock’n’rpllowych. Co w tym było zaskakującego? To, że niektóre przeboje śpiewane były wspólnie z uczestnikami spotkania, wyglądało, jakby przećwiczone na próbach. Po blisko półgodzinnym występie nastąpiła kolejna, posiłkowa przerwa, do stołu podano trzecie danie na gorąco, czerwony barszczyk z pasztecikami. Poczuliśmy się zupełnie jak na wielkim weselu.

Maryla Tejchman do tańca zaprosiła Marka Karewicza
Po posiłku DJ ruszył ponownie do roboty, natychmiast parkiet zapełnił się tańczącymi, nawet Marek Karewicz znalazł się na parkiecie, w rytmie rock’n’rolla Maryla Tejchman kołatała i kręciła wózkiem z człowiekiem ze złotym obiektywem. Około godziny 1.30 w nocy, senny i zmęczony opuściłem lokal, udając się do domu. Na parkiecie pozostawiłem tańczących (nikt przede mną nie opuścił lokalu), ten moment wykorzystałem by nie być nagabywanym do pozostania. Pożegnałem się tylko z Krzyśkiem Jochanem chcąc uregulować swój finansowy wkład (składka) w imprezę. – Antek, schowaj pieniądze, jesteś, tak jak inni zaproszeni goście, VIP-em. To my jesteśmy wdzięczni, że mogliśmy was gościć. Jedynie co mi pozostało to podziękować i wręczyć mu mój „Tryptyk Tomaszowski” (Moje miasto w rock’n’rollowym widzie, A jednak Rock’n’Roll, Rodzina Literacka ’62), który dużo wcześniej z wpisaną dedykacją przygotowałem. Zaskoczony organizator imprezy z radością wypowiedział, - Antek to jest dla mnie zapłata największa. Twoje książki to historia mojego miasta. Dziękuję ci bardzo! Kiedy opadł bitewny pył i emocje, kiedy rano udawałem się do przyjaciół bazujących w ALABASTRO, w mojej głowie kłębiły się dwa wydarzenia jakie zorganizowali bracia Jochan w tym lokalu - te z 9 lutego i te 27 kwietnia – pomyślałem wówczas sobie, że na tej pustyni nietolerancji,braku miłości, „nic nierobienia” są jednak ludzie, którym jeszcze „Się chce”.

wtorek, 26 maja 2015

Blind Guardian 26-go maja na jedynym koncercie w Polsce

Już po raz kolejny, polska publiczność będzie mogła cieszyć się muzyką legendarnych power metalowych bardów z Blind Guardian. 26 maja 2015 autorzy takich piosenek jak The Bard’s Song czy Valhalla, w ramach promocji swojego najnowszego albumu, zagoszczą na deskach warszawskiego klubu Progresja Music Zone. Zespół kończy prace nad nowym, dziesiątym albumem studyjnym, którego premiera zaplanowana jest również na maj 2015. Na koncercie będzie można usłyszeć premierowe kompozycje, oraz najlepsze utwory z już 30-letniej kariery Blind Guardian.

BLIND GUARDIAN + gość specjalny
26.05.2015
PROGRESJA MUSIC ZONE
Warszawa, Fort Wola 22
otwarcie drzwi godz. 19:00

cena biletów przedsprzedaż: 130,00zł;
cena biletów w maju 2015 r - 140,00zł





Zespół Blind Guardian (założony w Krefeld w 1984 roku) to jeden z czołowych przedstawicieli niemieckiego power metalu. Ma na swoim koncie zasłużone dla gatunku albumy takie jak Nightfall in Middle-Earth czy A Night at the Opera. Ich główną inspiracją jest twórczość autorów fantasy, m.in. J. R. R. Tolkiena czy George’a R. R. Martina. Chętnie sięgają też po starsze motywy jak mity arturiańskie, krucjaty i wojna trojańska.

Organizator: Agencja IDO.
Promocja: Fantom Media

poniedziałek, 25 maja 2015

5-go czerwca w Londynie zagrają Czapa i Apteka


Wiosna i lato najlepsze z Renatą


Złota 50-ka Polisz Czart!. (UWAGA!!! Klikasz w tytuł i oglądasz teledysk!!!)



Trzy lata z audycją Polisz Czart 
wybieramy przebój przebojów!
Zasady głosowania:

Głos jest tylko wtedy ważny, gdy na adres: slawek.orwat@wp.pl przyślecie maila zawierającego następujące informacje:

1. Imię, Nazwisko i miejscowość głosującego oraz 5 obowiązkowych, ponumerowanych od 1 do 5 przebojów (od najbardziej ulubionego rozpoczynając) z poniższej alfabetycznie ułożonej listy. Każdy uczestnik może zagłosować tylko jeden raz w ciągu trwającej dziesięć tygodni zabawy i każdy oddaje głos tylko ze swojego adresu mailowego. Termin plebiscytu upływa 31-go maja 2015.

2. Podczas głosowania na prośbę startującego w zabawie solisty lub przedstawiciela zespołu (manager, muzyk) może zostać podana informacja o aktualnie zajmowanej pozycji. Nie podajemy pozycji innych wykonawców oraz ilości punktów straty lub przewagi. Na 7 dni przed terminem zakończenia głosowania - czyli od dnia 24 maja - następuje "cisza wyborcza", podczas której głosowanie trwa nadal, ale informacje o zajmowanej aktualnie pozycji aż do 31-go maja (terminu zakończenia głosowania) nie będą już wykonawcom podawane. Ostateczne wyniki zostaną podane na żywo podczas radiowej emisji TOP20 (taki jest plan optymistyczny ;)

3. Zasady na jakich zostały wybrane utwory do gorącej pięćdziesiątki:

a.) W pierwszym rzędzie do poniższego zestawienia zakwalifikowani zostali wszyscy ci artyści, których piosenki znalazły się na pozycjach od 1 do 20 ROCZNYCH podsumowań 2012, 2013 i 2014 za wyjątkiem tych, którzy w przeszłości wyrazili rezygnację z kandydowania do przyszłych plebiscytów organizowanych pod szyldem Polisz Czart.

b.) Wykonawcy, którzy wprowadzili do rocznych podsumowań więcej niż jedną piosenkę, w poniższym zestawieniu reprezentowani są tylko przez jedną z nich.

c.) Zestaw, jaki powstał wg powyższego klucza składa się z 42 wykonawców - laureatów ROCZNYCH TOP20. Złota 50-ka powstała poprzez jego uzupełnienie ośmioma wykonawcami, których przedstawiciele przez trzy lata istnienia audycji Polisz Czart stanowili grupę najwierniejszych słuchaczy i jednocześnie ich utwory pojawiały się w miesięcznych TOP20. Zgodnie z tą zasadą, do grona 42 wykonawców - laureatów, dołączyli: Curcuma, Eliza M. & Doktor, Ga-Ga Zielone Żabki, Gabinet Looster, Reszta Pokolenia, Scott Jay & The Musicland , Smoking Hot oraz grupa Tune.

4. Wszystkich wykonawców - także tych, którzy nie zakwalifikowali się do poniższego zestawienia, pragnę poinformować, że moja radiowa przygoda nie dobiegła końca, a jedynie została na czas nieokreślony zawieszona. Polisz Czart to dzieło wielu ludzi - prowadzących, muzyków a przede wszystkim słuchaczy. Zapewniam, że w radiowym eterze spotkamy się jeszcze niejeden raz, a o terminie reaktywacji programu poinformuję Was, jak tylko taka możliwość się nadarzy. Dziękuję za trzy lata wspólnej zabawy, a do czasu pojawienia się mojego kolejnego radiowego wcielenia, zapraszam do głosowania podsumowującego nasze 3 wspólne lata oraz do lektury Muzycznej Podróży.

Dla tych Czytelników Muzycznej Podróży, którzy dołączyli już po zawieszeniu nadawania programu Polisz Czart, załączam link, który przybliży historię jego istnienia. Artykuł ten pochodzi z listopada ubiegłego roku, powstał miesiąc przed zawieszeniem audycji i został opublikowany w londyńskim miesięczniku Nowy Czas: http://slawek-orwat.blogspot.co.uk/2014/11/polisz-czart-polska-audycja-muzyczna-w.html


Po kliknięciu na każdy poniżej zamieszczony tytuł, można  wysłuchać go w Internecie.


Agressiva 69Tak długo czekam (Ciało)
Aleks GalaKeep Yout Distance
Beauty For AshesDeepest Blue
BęsiuAntidotum
CurcumaByło
Dell ArteWesele
Duży PtakIskra
Eliza M. & DoktorInsanity
EmoticaseStand Strong
ErgoDawka dzienna
Error24Saport
FrűhstűckAngel
Ga-Ga Zielone Żabki Jestem Królikiem Niedoświadczalnym
Gabinet LoosterTrzeci
GoodWayMarzenia
Half LightBitter Paris
HellessGMOrderca
HighlandersWspomnienie
Human ControlBuried
Kaluzny Blues BandJesus is Alive
KatedraKim Jesteś?
Kingdom WavesMistrust
Kompleks Małego MiasteczkaMoja
KorpusBal żebraków
Less PaulSomething
Lite MotivI'm sorry
LustroSprzedawcy snów
LuxtorpedaMambalaga
LynchpynCan You Speak Now
MetasomaMirror Of Life
MGMŚwiat (wyrwać się)
Mick ChwedziakSen
Open BluesPięć złotych
PastuchMosty miłości
Reszta PokoleniaOd rana
Robert "Furi" Furman Desquamo
RockodylAle wkoło jest wesoło
Scott Jay & The MusiclandLand Of The Pharohs
Seek Me OutCh.a.d.
Smoking HotEmigracja
The Bad Sleep WellCzowiek zero
The CoxTrudne pytania
Tottus TuussCallin' Layla 
Transprent Human CreaturesAmnesia
TuneConfused
VinylSamotny
VolumeyesTick Tock
Yugopolis i Maciej MaleńczukOstatnia nocka
Zdrowa WodaSłodkich snów kobieto
ZgiełkSpotkamy się