niedziela, 1 marca 2015

13-go w Sheffield, 14-go w Leeds, 15-go marca w Liverpoolu wystąpi Szymon Wydra & Carpe Diem


Dzień Kobiet z Buchem po raz drugi! W tym roku wystąpią Monika Lidke, Renata Przemyk i Edyta Bartosiewicz

Przypadający rokrocznie na dzień 8. marca tradycyjny Dzień Kobiet, to wbrew opinii ostatnich kilku dziesięcioleci, święto stare jak europejska cywilizacja i nie jest prawdą, jakoby jego zaistnienie musiało być kojarzone jedynie z walką o charakterze społecznym. Zanim bowiem kobiety przed ponad stu laty słusznie upomniały się o swoje prawa, w starożytnym Rzymie w pierwszych dniach marca, który – dla przypomnienia – był w tamtych czasach pierwszym miesiącem kalendarzowego roku, mężowie mieli zwyczaj hojnego obdarowywania swoich żon licznymi prezentami, a także spełniania ich najbardziej wyszukanych zachcianek. Świętowanie to nosiło nazwę Matronalia i – jak dowodzą badacze starożytności – nie tylko nie było przez ówczesne kobiety na swoich facetach w najmniejszym stopniu wymuszone, a wręcz przeciwnie, stanowiło z pietyzmem przygotowywane radosne okazanie należnego im szacunku.

Kolejne obchody Dnia Kobiet w Londynie – podobnie jak ich pierwsza edycja – także nie zostały na ich organizatorze przez piękniejszą część polskiej emigracji w najmniejszym stopniu wymuszone, a prezent, jaki Panie ponownie otrzymają od firmy BUCH IP z okazji ich Święta i tym razem zaskakuje swoim rozmachem i pomysłowością. W sobotę 7 marca w londyńskim The Forum na 9-17 Highgate Road NW5 1JY odbędzie się koncert, którego rozmiary zapewne znów zelektryzują nie tylko Polaków mieszkających na Wyspach, ale i tych, którzy aby to ekscytujące widowisko przeżyć, będą zmuszeni do brytyjskiej stolicy dojechać lub dolecieć z bardzo odległych niekiedy miejscowości. W pierwszej edycji londyńskich obchodów Dnia Kobiet obok mieszkańców Anglii uczestniczyła też liczna grupa Polaków z Glasgow, Aberdeen, Edynburga, Hamburga, Rotterdamu, a nawet z Oslo. Entuzjazm ubiegłorocznej publiczności pozwala mieć nadzieję, że i tym razem pojawi się ona licznie na tym szczególnym koncercie, na który BUCH IP już po raz drugi serdecznie wszystkich zaprasza.

Tomek "Dziki" Likus - BUCH IP (fot. Monika S. Jakubowska)
Podobnie jak w mijającym roku i tym razem emocji dostarczą nam aż trzy damy polskiej sceny: czołowa londyńska wokalistka Monika Lidke, której kompozycje stylistycznie osadzone są pomiędzy jazzem, a muzyką songwriterską oraz będące od lat na szczytach popularności Renata Przemyk i Edyta Bartosiewicz!

Edyta Bartosiewicz
To będzie jej pierwszy oficjalny koncert w Londynie. Nagrała 7 albumów z takimi hitami jak "Tatuaż", "Koziorożec", "Sen", "Szał", "Zegar", "Jenny". Znana z płyt Hey, Acid Drinkers, Kazika, Róż Europy, Varius Manx. Po latach przerwy tryumfalnie powróciła do sal koncertowych. Zdobywczyni wielu nagród.

Renata Przemyk
W Londynie wystąpi po raz drugi. Znalazła się w setce najwybitniejszych artystów XX wieku. Rozpoczynała w zespole Ya Hozna, z którym nagrała: "Kochaj mnie jak wariat", "Protest dance", "Babę zesłał Bóg". Autorka 8 płyt solowych. Występuje także z Akustik Trio. Nagrodzona przez London Music Academy.

Monika Lidke
W 1992 wyjechała do Paryża. Od 2004 w Londynie. Nagrała albumy Waking up to Beauty i If I was to describe you. Wystąpiła w Ronnie’s Bar, Pizza Express i Spice of life. Jej "Rozpalona kołyska" ukazała się na kompilacji M. Niedźwieckiego Smooth Jazz Cafe 10. W 2014 zaśpiewała w Studio im A. Osieckiej.

Sądzę, że zaproszenie bliskiej sercu niewiasty na to ekscytujące muzyczne show, może być nie tylko najpiękniejszy prezentem z okazji jej święta, ale – kto wie – początkiem bliższej relacji, a być może nawet znakomitą oprawą do głęboko dotychczas skrywanych wyznań. Przeżyjmy wspólnie to wielkie widowisko po raz kolejny!

…’Mam zamiar wykorzystać tę szansę’… Z Edytą Bartosiewicz rozmawia Sławek Orwat. Na koncert Zaprasza BUCH IP

SO: Podobno pierwszą gitarę dostałaś za dobre oceny?

EB: W trzeciej lub czwartej klasie podstawówki tata kupił mi ją za dobre świadectwo. Była to gitara z metalowymi strunami. Dżizas! Opuszki palców miałam zdarte do krwi, ale uparcie grałam, po swojemu (śmiech).

SO: Czy to wtedy rozpoczęła się twoja przygoda z muzyką?

EB: Muzyka towarzyszy mi od zawsze. Śpiewam odkąd pamiętam.

SO: Od lat młodzieńczych pisałaś teksty po angielsku. Cała twoja pierwsza płyta była anglojęzyczna. Skąd u ciebie taki talent?

EB Ciężko mówić, żeby to był talent. Bardziej było to hobby. Kiedy byłam bardzo mała, to nie wiem dlaczego, ale głównie słuchałam anglojęzycznej muzy. Na pewno więcej niż polskiej. Oczywiście znałam polskich wykonawców. Angielski w ogóle jakoś dobrze mi się przyswajał już od pierwszej klasy podstawówki. Pisałam bardzo prymitywne teksty, które były pełne błędów, ale nie o to wtedy chodziło. Ważny był pewien rodzaj ekspresji i wyrażenia siebie. Może ten język służył mi też za pewnego rodzaju parawan, za którym bezpiecznie mogłam wyrażać swoje emocje.


SO: Wielu autorów tekstów twierdzi, że podobno łatwiej pisze się po angielsku i że język ten jest bardziej plastyczny.

EB: Czy ja wiem? Wydaje mi się, że po polsku także można bardzo fajnie pisać i są na to dowody.

SO: Jesteś z urodzenia warszawianką. Dlaczego twój pierwszy zespół powstał w Mińsku Mazowieckim?

EB: Zespół to chyba za duże słowo, aczkolwiek dokonaliśmy kilku studyjnych nagrań na Okólniku. Jednakowoż kolega, który mnie połączył z tym zespołem, był z Warszawy.

SO: Czyli, w Mińsku była tylko siedziba?

EB: Tak, w garażu kolegi.

SO: W roku 1987 wyjechałaś do Londynu. Tam zafascynowałaś się pewnym zespołem, co bardzo pomogło ci w realizacji...

EB: ...byłam dziewczyną jednego z członków zespołu The Blue Airplanes. Promowali wtedy swoją płytę ‘Spitting out Miracles’. Miałam okazję być na kilku ich koncertach, między innymi w Bristolu i paru innych miejscach . Bardzo podobała mi się ich muzyka i to, jak prezentowali się na scenie.

SO: Próbowałaś z nimi śpiewać?

EB: Nie, nie występowałam z nimi. Przyglądałam się tylko. W Polsce studiowałam wtedy handel zagraniczny, ale od lat marzyłam, żeby występować na scenie. Oglądając koncerty The Blue Airplanes, uświadomiłam sobie jak bardzo tego pragnę. Gdy wracałam z Londynu, wiedziałam już, co dalej będę robić.

SO Nie próbowałaś wziąć gitary i gdzieś się pokazać?

EB: Śpiewałam w metrze, śpiewałam na Portobello, Kings Road…

SO: Czyli te wszystkie miejsca, w których można dzisiaj także spotkać muzyków ulicznych, dobrze znasz?

EB: Oczywiście, że je zaliczyłam. Śpiewałam też na Camden. Była tam pewna Australijka, od której dostałam bardzo fajną gitarę akustyczną i Amerykanka, z którą występowałam - ona na skrzypcach, a ja na gitarze.

SO: Jak dziś patrzysz na Londyn z perspektywy tamtego pobytu?

EB: W Londynie nie byłam bardzo dawno, kiedyś chciałam tam zamieszkać na stałe.

SO: Nigdy nie koncertowałaś w Wielkiej Brytanii?

EB: Nie nigdy.

SO: Czyli 7 marca to będzie twój pierwszy raz?

EB: W 1992 lub 1993 roku, gdy jeszcze miałam kontrakt publishingowy z Chrysalis, odbyły się pomniejsze występy akustyczne w klubikach - ja sama z gitarą, ale koncertów z zespołem dla większego grona, kiedy nagrywałam już swoje solowe płyty, nigdy nie było.


SO: Zanim wydałaś swoją pierwszą płytę Love, miałaś sporo kolaboracji, które mocno zaznaczyły się w twojej karierze. Jak dziś je wspominasz i która z nich utkwiła ci w pamięci najbardziej? "Jedwab" z Różami Europy, "Moja i twoja nadzieja" z Hey, a może jeszcze inna?

EB: Wszystkie były bardzo ciekawe. Pamietam "Seek & Destroy" z Acid Drinkers - cover Metalliki. Bardzo fajnie i niezwykle spontanicznie nam to wyszło. To było naprawdę urocze, bo nie było żadnej ściemy w tym nagraniu. Po prostu staliśmy z Titusem przy jednym mikrofonie i na zmianę śpiewaliśmy na setkę i tę energię czuć. Czyste wariactwo! Poznałam ich dzień wcześniej zupełnie niechcący. Przyjechałam do menedżerki do Izabelina i okazało się, że w jej domu mieszka dziwny zespół. No i tak się poznaliśmy. Ja czekałam na menedżerkę, a oni poczęstowali mnie winem. Od słowa do słowa... "a może byś zaśpiewała z nami?". Śpiewaliśmy, a im więcej tego wina piliśmy, tym więcej było różnego typu przyśpiewek z pogranicza bluesa, folku, jak: Hendrix, Janis Joplin i Beatlesi, aż w końcu chłopcy zaproponowali mi udział w sesji nagraniowej. Przyjechałam następnego dnia do studia Izabelin i zrobiliśmy "Seek & Destroy". Bardzo dobrze to wspominam.

 

SO: Dużo twoich tekstów gości na albumach innych wykonawców.

EB: Ale to też musi być jakaś sprzyjająca energia. Muszę to czuć. Nie piszę tekstów na zamówienie i wcale ich tak dużo nie było. Raptem dla Edyty Górniak "Nie proszę o więcej", Krzysztofa Krawczyka “Trudno tak’, Braci "Nad przepaścią" i kilka dla Justyny Steczkowskiej na płytę Dzień i noc.

SO Trzy płyty ugruntowały twoją hegemonię wśród wokalistek...

EB: Hegemonię? Bez przesady. Chyba za mocno powiedziane.


SO: Nie boję się tego tak określić, bo jednak Sen, Szok'n'Show i Dziecko wydały ogromne hity, które były grane wszędzie i każdy pamięta je do dziś. Czy poczułaś się wtedy artystką spełnioną i jak odebrałaś tak wielką popularność?

EB: Może zabrzmi to śmiesznie. ale ja wtedy w ogóle nie utożsamiałam tego ze sobą. To była jakaś osoba obok i to "jej" się działo, a nie mnie. Nie umiałam zintegrować tego sukcesu . Z jednej strony przekazywałam coś bardzo ważnego od siebie w formie piosenek, dzieliłam się z ludźmi energią, ale jednocześnie nadal byłam tą samą dziewczyną, co wcześniej.

SO: Był taki moment, że w zasadzie wszystkie Fryderyki i inne nagrody honorowe...

EB: ...nie, to nie było aż tak różowo. Fakt faktem, że przyznawano mi różne nagrody i honorowano mnie, ale dla mnie i tak najbardziej zawsze liczyło się to, jak odbierana jest moja muzyka przez słuchaczy. To jest dla mnie absolutnie podstawą bytu. Nawet ostatnio ktoś mi gdzieś proponował występ i żeby mnie do niego zachęcić, obiecał mi medal i dyplom. Spytałam "za co?" Sens widzę w śpiewaniu, w pisaniu piosenek. Jeżeli świat chce ich słuchać, a może nawet śpiewać, to wtedy jestem szczęśliwa.

 

SO: Niedawno uczestniczyłem w takim wydarzeniu jak wręczenie medalu Basi Trzetrzelewskiej w ambasadzie RP w Londynie...

EB: ...w ambasadzie w Londynie to jak najbardziej! (śmiech) Żartuję oczywiście, ale do nagród w rodzaju dyplom czy medal mam podejście czysto sportowe. Bardzo długo byłam sportowcem...

SO: Siatkówka?

EB: Siatkówka, a jeszcze wcześniej łyżwiarstwo szybkie.

SO: Dlaczego wygrała piosenka a nie sport?

EB: Wiesz co... byłam bardzo ambitna i szaleńczo oddana sportowi. Kochałam siatkówkę i kocham ją nadal, ale byłam po prostu za niska. Gdyby nie wzrost, gdybym miała te 5 cm więcej, nie śpiewałabym pewnie…

SO: Czyli bardzo niewiele brakowało, a nie mielibyśmy znakomitej wokalistki?

EB: Ale może mielibyśmy fajną zawodniczkę (śmiech)

SO: Wróćmy do twojego śpiewania. Powiedziałaś przed chwilą, że bardziej niż na tych wszystkich splendorach zależy ci na odbiorze słuchacza. Masz jakiś wyimaginowany obraz słuchacza do którego docierasz? Jacy to są ludzie i czy walczysz o każdego?

 

EB Nie, nie walczę o każdego i nie mam żadnych wyobrażeń co do odbiorcy, choć interesuje mnie oczywiście, kto słucha moich piosenek. Spotykam bardzo różnych ludzi, różny wiek, różną mentalność, ale jedno, co - wydaje mi się – że ich łączy, to podobna wrażliwość i emocjonalność. Gdyby tak się stało, że już nikt nie będzie chciał mnie słuchać, to po prostu zwinę żagle i zajmę się czymś innym, bo to musi być fun, to musi być przepływ energii. Jeżeli przestajesz dostawać energię od tej drugiej strony, to zatrzymujesz się gdzieś i blokujesz. Ludzie mnie nakręcają i ja też chcę ich nakręcać i inspirować. To jest taka wzajemna spirala...

SO: "Ostrożnie stawiam krok po kroku w gąszczu mrocznych korytarzy. Po omacku szukam wyjścia, przypadkowe otwieram drzwi”. O czym jest ta piosenka i czy ten tekst dotyczy twojej długiej przerwy i odkrywania na nowo tego wszystkiego, co w tobie siedzi?

EB: To tekst ‘Pętli’. Ten i pozostałe napisałam przed rozpoczęciem pracy nad płytą ‘Renovatio’, a wygląda to tak, jakbym wywróżyła sobie to, co stało się później. Niesamowite. Śpiewałam o czymś, co już się wydarzyło, a w rzeczywistości miało dopiero nadejść z jeszcze większą siłą..

 

SO: W 2002 wydałaś singla i wszyscy czekali na ciąg dalszy.

EB: Prace nad płytą trwały z przerwami jedenaście lat. Straciłam głos i nie mogłam wyrażać emocji, które zawarłam w tekstach piosenek. Nie chciałam wydawać czegoś, z czego nie byłabym zadowolona. Powrót do formy wciąż trwa. To ciężki temat i nie na tę rozmowę.

SO: Jak odnajdujesz rynek muzyczny po swoim powrocie? Przeżyłaś w nim złote lata 90', a potem nastąpiło jego załamanie. Odzyskał już swoją świetność czy nadal konsekwentnie maszeruje w stronę komercji? Czy tacy artyści jak ty mają dość sił, aby uparcie iść pod prąd? Dacie radę wygrać? 


EB: Ja z nikim nie walczę. Po prostu robię swoje. Cieszę się, że wróciłam, że znów śpiewam. Naprawdę nie zastanawiam się nad tym, co robią inni. Zmieniło się praktycznie wszystko, a ja muszę się w tym jakoś odnaleźć, by wciąż móc być sobą. Przeraża mnie wszechogarniający konsumpcjonizm.

SO: Czy sztuka się obroni?

EB: Myślę, że ludzie zawsze będą potrzebowali czegoś, co dotyka ich duszy. Trochę jednak boję się o nas, żebyśmy nie wpadli w szpony bardzo powierzchownego odbierania życia. Lata 90' miały jednak jakąś ideologię, emocje, ludzie chcieli wykrzyczeć coś z siebie. Coś stało się takiego w XXI wieku, że mocno przewartościowały się priorytety. Jednak dla mnie najważniejsze jest to, że wracam do zdrowia i że dostałam drugą szansę od losu. Mam zamiar ją wykorzystać.

Już się nie mogę doczekać! - z Renatą Przemyk rozmawia Sławek Orwat. Na koncert z okazji Dnia Kobiet zaprasza Buch IP


fot. A. Powierża
- Pomimo, że większa część twojej kariery przypada na wiek XXI, zdążyłaś się jeszcze załapać do setki najwybitniejszych artystów ubiegłego stulecia według „Wprost” i „Polityki”. Jak czujesz się w tak dostojnym gronie?

- Dostojnie (śmiech). I trochę nieśmiało. Od 1989 roku do końca wieku upłynęło 11 lat. Cieszę się, że to co w tym czasie zrobiłam, spodobało się na tyle, żeby zostać w pamięci słuchaczy na dłużej. Moja publiczność wielokrotnie dawała mi do zrozumienia, że moja muzyka jest dla niej ważna. Spotkania na koncertach, wspólne śpiewanie i przeżywanie to wielka przyjemność i przygoda. Śpiewam dla ludzi i to oni nadają sens mojemu byciu na scenie.

- W 2009 roku zostałaś nagrodzona za całokształt przez London Music Academy. Można powiedzieć więc, że w brytyjskiej stolicy jesteś znana nie tylko w środowisku polskim. Możesz coś więcej powiedzieć o tym wyróżnieniu?

- Ucieszyłam się bardzo, kiedy dowiedziałam się o nominacji a jeszcze bardziej na wieść o wygranej. Mam nadzieję, że na koncercie pojawią się ci, którzy na mnie głosowali. Chciałabym móc im podziękować.


fot. A. Powierża
- W 1989 roku podczas Studenckiego Festiwalu w Krakowie zdobyłaś Grand Prix oraz nagrodę dziennikarzy. Zaraz po tym sukcesie nawiązałaś współpracę ze Sławkiem Wolskim i zespołem Ya Hozna, z którym nagrałaś kilka znaczących przebojów. Chyba trudno jest sobie wymarzyć lepszy start?

- Ze Sławkiem poznaliśmy się w 1988 roku i wspólnie pojechaliśmy do Krakowa, jak się okazało, po nagrody. Nazwę przyjęliśmy po Festiwalu i już jako Ya Hozna graliśmy w Jarocinie, Opolu i Sopocie. Nasze piosenki podobały się na bardzo różnych festiwalach i przyciągały ludzi na koncerty. Na tamte czasy byliśmy dość egzotyczni z akordeonem, kontrabasem, saksofonem, elektronicznymi beatami z małego pudełka i zacięciem punkowo-kabaretowym. Funkcjonowałam wtedy w akademiku bez telefonu, a nawet bez własnego radia. O sukcesie medialnym Ya Hozny dowiedziałam się dopiero po latach. Żyłam koncertami i upajałam reakcją publiczności myśląc, że to chwilowa przygoda. Że za chwilę skończę studia i pójdę do pracy jako tłumacz z czeskiego. Wszystko potoczyło się jednak inaczej. 


- "Samolot rozbił się przed startem", "Kochaj mnie jak wariat" "Protest dance" czy "Babę zesłał Bóg" za którą otrzymałaś "Brązowy Mikrofon" na sopockim festiwalu. Pomimo tak znakomitych utworów zdecydowałaś się opuścić Ya Hozna. Dlaczego? 

- Ya Hoznę założyliśmy wspólnie ze Sławkiem i w momencie, kiedy rozeszły się nasze wizje przyszłości zespołu, przestała też istnieć Ya Hozna. Każde poszło swoją drogą.

fot. A. Powierża
- Jak spotkałaś Annę Saraniecką? Myślałaś czasami jakim torem potoczyłaby się twoja kariera, gdyby wasze drogi się rozminęły? 

- Studiowałyśmy na tym samym wydziale. Anka polonistykę, ja slawistykę. Anka była w tym czasie kierownikiem programowym klubu studenckiego Remedium, w którym mieliśmy z moim ówczesnym zespołem próby. Spodobało jej się to, co słyszała. Wiedziałam o jej talencie literackim, wierszach i artykułach i podobało mi się jej ironiczne i przenikliwe spojrzenie na wiele tematów.. Kiedy rozstaliśmy się ze Sławkiem, poproszenie jej o teksty było czym naturalnym. Gdybym jej nie spotkała, pewnie pisałabym sama, tak jak wtedy zanim Sławek pokazał mi swoje piosenki. Bóg jeden wie, gdzie bym teraz była (śmiech).

- Znakomity "Co to będzie" i roztańczony "Koniec", że o tytułowej piosence już nie wspomnę. Mało zdolną szansonistką w roku 1992 wkroczyłaś do kanonu polskiej muzyki rozrywkowej już jako Renata Przemyk. Jak wspominasz swoją pierwszą płytę solową? 

- Jak przecieranie szlaków, rozpoznawanie swojej drogi po centymetrze. Czuwałam nad każdym dźwiękiem i dopieszczałam każdy fragment zamęczając współpracowników. Poznawałam samą siebie, swoje możliwości i przyjemność, jaką może dać tworzenie muzyki. Byłam wtedy twórcą pośrednim, próbowałam wyegzekwować od innych twórców to, czego chciałam. To była praca produkcyjna.


- Nagroda im. Karola Musioła. na festiwalu opolskim w 1991, rok później Bursztynowa Płyta na festiwalu w Sopocie, Fryderyk za album Andergrant w 1996. Nie uważasz, że były to czasy, kiedy wszystkie te zaszczyty posiadały znacznie większą wartość niż obecnie. Wokół obu wymienionych festiwali jak i "Fryderyków" nagromadziło się w ostatnich latach wiele kontrowersji. Czy rzeczywiście komercja zżera te zasłużone instytucje? 

fot. A. Powierża
- Ilość na pewno obniża wartość pojedynczego zdarzenia. Liczne festiwale, imprezy muzyczne i programy z misją kreowania gustów publiczności przytłumiły opiniotwórczą siłę tych kilku z lat wcześniejszych. Kiedyś pokazanie się w Sopocie albo Opolu, a zwłaszcza z nagrodą, gwarantowało zainteresowanie publiczności. Te festiwale prezentowały określony poziom artystyczny. Szacunek słuchaczy offowych zyskiwało się po udanym występie w Jarocinie. Teraz jest chaos medialny a imprez typu festiwalowego jest wiele. Każda stacja telewizyjna ma swój, któremu patronuje i realizuje swój program. “Stare” festiwale są “ratowane” ruchami komercyjnymi, które nie dodają im szacunku publiczności. Publiczność pozostawiono własnemu wyborowi, czego i gdzie chce słuchać. Największy wybór ma w internecie, ale wszędzie musi sobie radzić sama - jak na arabskim targu - wybiera coś dla siebie wśród natłoku propozycji. 

- "Przejdę skoro wiem", swingujący "Ty to wiesz" oraz "Ostatni z zielonych" to najbardziej przeze mnie zapamiętane utwory z krążka Tylko kobieta. Bardzo czuć na nim obecność Wojciecha Waglewskiego. Jak wspominasz wspólne tworzenie tego albumu i czy powrócisz jeszcze kiedyś do współpracy z tym artystą?

- Było dla mnie wielkim przeżyciem, że Wojtek i całe VOO VOO zgodzili się współpracować z mało znaną jednak wtedy, początkującą wokalistką. Dostałam znakomite kompozycje i zgodzili się na udział w nagraniach. Największy wkład miał zdecydowanie Wojtek. Jestem mu bardzo wdzięczna i ciepło wspominam wspólną pracę i związane z nią spotkania. Mój ulubiony utwór z tej płyty to kompozycja Wojtka "O 7.05" z samym basem. Gram ją do dziś.


- Podobnie jak Edyta Bartosiewicz, miałaś w swojej karierze kilka znaczących kolaboracji jak: psychodeliczny "Zapach" z Hedone, "Filigrany i moriole" z Fiolką Najdenowicz, „Kochana” z Kasią Nosowską, "Jesteś drogą" z Habakukiem, "Zamknij wszystkie drzwi" z zespołem Strachy na Lachy, "Nic nie pachnie jak Ty"z Plateau czy "Dobra Nowina" z Megitzą. Którą z nich wspominasz najlepiej i z kim jeszcze chciałabyś wspólnie coś nagrać 

fot. A. Powierża
- Był jeszcze wspólny projekt z Kayah. Skusiły mnie piękne piosenki, ale i silne osobowości artystyczne. Każde z nich to osobna przygoda. Nie da się ich porównać. Największy wkład miałam w “Kochaną” a “Zapach” poszerzył moje postrzeganie zmysłowości na scenie. Z każdym z nich mogłabym wejść jeszcze raz do tej samej rzeki (śmiech), ale też wiem, że jeszcze wiele rzek przede mną.

- W 2002 nagrałaś płytę z muzyką do spektaklu "Balladyna" Bałtyckiego Teatru Dramatycznego. Sześć lat później zadebiutowałaś jako aktorka rolą Hortensji w "Terapii Jonasza" w reżyserii Jacka Bończyka w chorzowskim Teatrze Rozrywki. W 2009 wcieliłaś się w rolę Meksykanki w "Tramwaju zwanym pożądaniem" w reżyserii Dariusza Starczewskiego. Skomponowałaś także nominowaną do Fryderyka muzykę do spektaklu "Odjazd" Freda Apke. Nie sądzisz, że twoje interpretacje piosenek od zawsze były bardzo teatralne i że być może powinnaś zagłębić się jeszcze bardziej w tej dziedzinie?

- Było jeszcze kilka innych spektakli. Jestem szczególnie dumna z nagrody na Festiwalu Teatralnym w Polkowicach za muzykę do spektaklu “Szyc” Hanocha Levina. Teatr jest moją drugą wielką pasją i cieszę się, że udało mi się spełnić się również w tej dziedzinie. W moich piosenkach od zawsze był element kreacyjności, ale on pojawia się w większości piosenek, które są “o czymś”. Teatr i wcielanie się w konkretne postaci to jednak coś innego, niż wkładanie własnych emocji w piosenkę. Mam nadzieję na równoległą pracę na obu polach.


- Co będzie w najbliższym czasie przeważało - twoje bardziej kameralne oblicze z Akustik Trio czy muzyka spod szyldu Rzeźba dnia?

- Nic nie musi przeważać. Rzeźba dnia jest moim najmłodszym dzieckiem i to jej poświeciłam ostatnio najwięcej czasu i teraz pora pokazać ją ludziom. To piosenki na duży skład, zaaranżowane z rozmachem, nowocześnie, łącząc najlepsze elementy z wszystkich moich płyt. Równolegle, na małych kameralnych scenach, będziemy grać program Akustik Trio, który od kilku lat cieszy się sympatią publiczności i mam wtedy szansę na bardzo bliski kontakt z publicznością, którego trudno byłoby mi sobie odmówić. 

- W 2010 roku oddałaś hołd piosenkom Starszych Panów aż na dwóch wydawnictwach: z Kayah na albumie Panienki z temperamentem oraz z Maciejem Maleńczukiem i Pawłem Kukizem na Starsi panowie, gdzie usłyszeć cię można w piosenkach "Shimmy szuja" i "Tango kat". To zdumiewające, że gomułkowska cenzura dopuściła do obiegu teksty typu "Katuj! Tratuj! Męcz mnie! Dręcz mnie Ręcznie! Smagaj, poniewieraj, steraj, truj! Ech, butem, knutem, Znęcaj się nad ciałem mem zepsutem!" Nie uważasz, że jak na tamte czasy, była to rewolucja obyczajowa?

- Myślę, że współcześni nie doceniają “tamtych czasów”. Wtedy twórcy byli dodatkowo inspirowani koniecznością lawirowania między słowami i formami, żeby dostać się do pożądanych znaczeń i sensów. A już Jeremi Przybora był w tym mistrzem. Nie był posądzany o działania polityczne, więc być może przymykano oko na kwestie obyczajowe. Pod tym wglądem królowała Kalina Jędrusik i jej wykonania są pod tym względem niedoścignione. Tu, muszę przyznać, poległam. Pocieszam się, że nie ja jedna (śmiech).


- Biegle mówisz po czesku. Często zastanawiałem się nad możliwością twojego wspólnego występie z Raduzą. Nie uważasz, że blisko wam do siebie stylistycznie? A tak przy okazji... podobno Raduza świetnie mówi po polsku.

- Studia skończyłam tak dawno temu i nie miałam zbyt wiele okazji do rozmawiania po czesku, że teraz nie mówię już tak dobrze. Raduza jest znakomita, to prawda. I liryczna i wyrazista. Nie wiedziałam, że mówi po polsku.

- Ile razy wystąpiłaś dotychczas w Londynie i jaki repertuar przygotujesz na 7 marca?

- W samym Londynie graliśmy tylko raz i tym bardziej się cieszę na ponowny przyjazd. 7 MARCA będą piosenki z Rzeźby dnia oczywiście i nie mogłoby się obejść bez kilku największych przebojów takich jak “Kochana” czy “Babę zesłał bóg”. Już się nie mogę doczekać! Zapraszam serdecznie! I do zobaczenia!


1-go marca w Poraju zagrają Eskalacja i Proletaryat


2-go marca w toruńskim HRP Pamela zagrają Piotr Nalepa Breakout Tour oraz Cotton Wing

Fot.: Agata Jankowska
W poniedziałek 2.03.2015r. w Hard Rock Pubie Pamela zagra Piotr Nalepa Breakout Tour. Wokalnie projekt Piotra Nalepy wesprą: półfinalistka programu The Voice Of Poland, Żaneta Lubera, oraz jej ojciec, Robert Lubera. Zespół jest doskonale znany toruńskim fanom twórczości Tadeusza Nalepy i Miry Kubasińskiej ze swoich corocznych koncertów w Hard Rock Pubie Pamela.

Start koncertu o godzinie 19-tej. Tym razem w roli supportu wystąpi utytułowana trójmiejska formacja rhytm'n'bluesowa - grupa Cotton Wing. Występ poprzedzą warsztaty gitarowe prowadzone przez pARTyzanta, Krzysztofa Toczkę, których gościem specjalnym będzie Robert Lubera. Zajęcia gitarowe rozpoczną się o godzinie 17-tej. Wstęp na oba wydarzenia jest wolny.

Piotr Nalepa Breakout Tour
Jeśli Nalepa był ojcem polskiego bluesa, to jego żona – Mira Kubasińska, zapewne matką.

Fot.: Agata Jankowska

Kiedy odeszli, za sprawą ich syna powołano do życia projekt artystyczny: Piotr Nalepa Breakout Tour. Zanim to się jednak stało, wielki sukces artystyczny odniósł w 2007 roku Breakout Festiwal. Wielkie wrażenie na Piotrze zrobiła wówczas wokalistka Jean, śpiewająca piosenki Miry. Koncert oglądało 4000 ludzi zgromadzonych w rzeszowskiej Hali Podpromie. Wtedy stworzono zespół, który pierwszy koncert zagrał we wrześniu 2007 roku.

Fot.: Agata Jankowska

W Hard Rock Pubie Pamela usłyszymy m.in.: „Modlitwę”, „Kiedy byłem małym chłopcem”, „Gdybyś kochał, hej”, „Poszłabym za tobą”, a także nowe wersje „Do kogo idziesz” i „Chciałabym być słońcem”, które zostały nagrane i wydane na singlu.

Cotton Wing 
Zespół Cotton Wing to trójmiejska formacja rhythm'n'bluesowa. Wzbogacając swój repertuar zespół od wielu lat konsekwentnie kształtuje swój wizerunek.

Pierwsze muzyczne kroki stawiali na Starym Mieście w Gdańsku elektryzując przechodniów swoim ulicznym graniem. Liczne koncerty w trójmiejskich klubach pozwoliły obyć się grupie ze sceną. Występ Cotton Wing to jedyne w swoim rodzaju widowisko polegające na interakcji z publicznością. Zespół przykłada ogromną wagę nie tylko do profesjonalnego muzycznego wykonania, ale także do szczerości przekazu w którym liczy się dusza, autentyczność i przede wszystkim – dobra zabawa…. Muzyka Cotton Wing to mieszanka klasycznego rhythm&bluesa soulu , funky i gospel. Grają własne kompozycje Wystepowali m.in.: Jimi Way Festiwal,Rawa Blues,Olsztyńskie Noce BluesoweSuwałki Blues Festiwal ,Przeworsk Blues Festiwal.
..
Nagrody:
Laureat Rawa Blues 2014
Laureat Ogólnopolski festiwal bluesowy Nowa Sól 2013
Laureat WaterBlues festiwal 2013
Laureat Blues nad Bobrem 2011
Nagroda na festiwalu Bluesroads 2011 Kraków

3-go marca w Londynie zagrają: Sanctuary, Monument i Metasoma