niedziela, 16 listopada 2014

5-go grudnia w Londynie zagra Kat & Roman Kostrzewski


Polskiego prog-rocka symfonia popisowa - Album "Identity" grupy Tune prezentuje Mirek Chwedziak

Zespół Tune to nie są przeciętni klepacze art-owych, bohomazowych, egocentrycznych piosenek. Przynajmniej już nie! Nowy album Identity, którego promocja zaczęła się wrocławskim koncertem 15-go listopada 2014, jest deklaracją tożsamości najbardziej obiecującego polskiego zespołu prog/art-rockowego. Album ten jest dziełem tak mocnym i złożonym, że nowym słuchaczom Tune proponuję nie wracać do pierwszego wydawnictwa "Lucid Moments" w żadnym innym celu, jak tylko w ramach ciekawostki edukacyjnej i możliwości porównania kolosalnego postępu muzycznego muzyków tej grupy.

Zespół porzucił monotematyczną koncepcję muzycznego smutkowania, rozpościerając szeroką gamę emocji, popisowo budując jedne z najbardziej trafnych aranży jakie można usłyszeć na polskiej scenie muzycznej. Skończę więc stawiać ich w świetle polskich jupiterów i pójdę o krok dalej, bo na Polskę Tune jest po prostu za dobry. Więc co takiego wnosi "Identity"?

Album otwiera instrumentalne intro, a pierwszą właściwą piosenką jest utwór "Live to work to live". Dźwięki przypominające odgłosy przemysłowe mają za zadanie stworzyć ciężki klimat pod poważne liryczne rozważania dotyczące post-modernistycznego zniewolenia jednostki. Ciekawa opowieść w majestatycznej oprawie muzycznej.


"Disposable", numer trzy na płycie, wnosi dużo energii. Słychać brzmienia, od których panowie wychowani w latach 90-tych nie uciekną. Jest ambitnie, ale jest też grunge-owy brud. Gitarowo mamy do czynienia z bardzo dopracowanymi partiami o przestrzennym brzmieniu.

W "Change" melancholijne partie klawiszowe wgryzają się w umysł i prześladują jeszcze sporo czasu po przesłuchaniu. Jest to utwór malujący pewien konkretny obraz i jak to z obrazami bywa, każdy zobaczy inny poziom głębi. Ja doceniam artystyczną ambicję i z podziwem słucham aranżu skrojonego z niemal chirurgiczną precyzją. Utwór przywodzi na myśl co lepsze kompozycje Pink Floyd.

Najbardziej przebojowym kawałkiem na płycie jest piątka, czyli "Trendy Girl". Jest brytysjki do bólu. Nasuwają się skojarzenia z The Clash, The Smiths, Madness czy Bush lub Arctic Monkeys. Chwytliwy refren połączony z pulsującym rytmem, lirycznie okraszone ironią i sarkazmem powinny zapewnić pozytywny odbiór w środowisku muzycznym. Potencjalny hit. Definitywnie kandydat na singla.

Następny utwór, "Deafening", kompletnie zmienia atmosferę. Epicka opowieść, inteligentna aranżacja, piękne partie gitarowe, przejmujące "pływające" linie fortepianowe, emocjonalne solówki i umiejętny mix bębnów. Wszystko to składa się na utwór wybitny, który na pewno będzie cieszył się największą popularnością wśród wszelakich muzycznych ekspertów i publiczności ceniącej sobie walory muzyczno-kompozycyjno-artystyczne.


Osobiście nigdy nie byłem fanem rocka progresywnego. Jedyny album, który szczerze pokochałem z tego gatunku to "The Division Bell" Floydów. I teraz ten brak progresywnego zacięcia odrobinę ze mnie wyjdzie... Bardzo spodobała mi się prostota "Crackpot", siódmej piosenki na płycie, która została zburzona przez nader "artowe" piano w refrenie. Mój pierwszy nieduży zarzut w stronę Tune. Niby nic, ale ot jak, moim zdaniem, czasami można przesadzić. Wróćmy więc do pozytywów. Dwie ostatnie piosenki stanowią dobre dopełnienie całej myśli muzycznej, ukazując kolejne wymiary talentu, nawiązując przy tym do wielu mistrzów tak gatunku jak i szerszej sceny rockowej.

Wrażenia po przesłuchaniu "Identity" po raz dziesiąty są jeszcze mocniejsze niż po pierwszym odsłuchu. To świadczy o jakości i głębi tej muzyki. Możliwości muzyczne panów z Tune wydają się nie mieć granic, ich kreatywny upust odbija się echem po mojej głowie godzinami po skończeniu każdego odsłuchu. A mówi to, jeszcze raz podkreślę, człowiek nie słuchający zbyt wiele progresji, nie będący fanem nowej sceny art-rocka a'la Muse. Wolę zatem myśleć o Tune bardziej jako o progresywnej wersji rocka brudnego, szczerego. Bardziej Arctic Monkeys niż King Crimson.

Muzycy doskonale wywiązali się z postawionego sobie tytułem zadania ustanowienia swojej tożsamości. Kompozycje są dojrzałe, teksty treściwe i dobrze napisane (poza paroma wyjątkami, niedociągnięciami czysto rytmicznymi), a ostateczne brzmienie w pełni profesjonalne, na światowym poziomie. Nie można również obojętnie przejść obok doskonałego śpiewanego angielskiego Kuby Krupskiego, który dopracował wymowę i akcent tak, że ciężko byłoby przekonać kogokolwiek, że facet nie jest z Londynu.
Nie pozostaje mi nic innego jak pogratulować całemu zespołowi świetnej roboty oraz zachęcić wszystkich do przesłuchania i nabycia tego wydawnictwa. Wzbogaci ono każdą kolekcję, a muzycznie każdy miłośnik rocka znajdzie swoją perełkę. Dziś polski prog-rock stoi dumnie, a twarzą jego Tune.

fot.Grzegorz Kostulski


Polish prog-rock's finest symphony

The band Tune don't play your ordinary arty, chaotic, self-centred songs. At least not anymore! Their new album "Identity", promo tour of which started on November 15th 2014 with a performance in Wroclaw, Poland, is a declaration of identity of the most promising Polish prog/art-rock band. This album is a work so strong and complex, that to all new listeners of Tune I would recommend not to go back to their first release, the album "Lucid Moments", for any other reason but as a curiosity trip and ability to see the colossal development that the musicians have experienced and improvement that resulted.

The band have abandoned the musical concept of sadness, spreading instead a great variety of emotions, triumphantly creating one of the best arrangements you can hear on the Polish music scene. I will therefore now cease to look at them from this narrow home-country-based perspective and take a step further, because Tune is far better than that. So what exactly does "Identity" bring to the table?

The album opens with an instrumental Intro, swiftly followed by the first actual song "Live to work to live". Sounds reminding us of an industrial environment have a purpose of creating a heavy background for serious lyrical contemplation about the post-modern enslavement of the individual. An interesting tale with a majestic music accompaniment.
"Disposable", number three on the record, brings in a lot of energy. We hear the sounds of the 90s from which, these gents growing up in that era, cannot really escape. It's ambitious, but there is also a grunge-like dirt. Guitar-wise we are met with excellently polished arrangements and a spacious sound.

In "Change" moody piano parts penetrate your mind and stay with you long after you finished listening to it. It is a track painting a defined picture and as is the case with paintings, each person can see a varying level of depth. I appreciate the artistic ambition and with admiration listen to the arrangement cut out with a surgical precision. This song reminds me of the better works of Pink Floyd.

Possibly the biggest hit of the album is #5, "Trendy Girl". It's very British. At times it reminds you of The Clash, The Smiths, Madness or Bush and Arctic Monkeys. Catchy chorus combined with a pulsating rhythm and well-thought-out lyrics edging on ironic and sarcastic should guarantee a positive response from the music scene. A potential chart-topper. Definitely my pick for a single.

The next track, "Deafening", completely changes the atmosphere. An epic story with intelligent arrangement, beautiful guitar parts, touching ascending/descending piano lines, emotional solos and a skilled final mix of drums. All of these are ingredients of a song so outstanding, that it will without a doubt impress all sorts of music experts and an audience that appreciates musical/artistic values.

Personally, I've never been a big fan of progressive rock. The only album of the genre that I genuinely got to love was Pink Floyd's "The Division Bell". And now this lack of progressive background is going to come out a bit... I really got to love the simplicity of "Crackpot", LPs number seven. Simplicity so abruptly knocked down by the over-arty piano in the chorus. My first, not-so-serious issue directed at Tune. Maybe it isn't much, but this is how, in my opinion, sometimes you can over-do something.

So back to the positives. The last two songs complete this musical thought very well, showing another dimensions of the band's unquestionable talent, referring at the same time to inspirations drawn from the greats of the genre and of the wider rock scene.

Impressions after listening to "Identity" for the tenth time are even stronger than after the first listen. It tells us something about the quality and depth of this music. The musical ability of the gentlemen from Tune seems to be limitless, their creative output echoing in my head for hours after each time I listen to this album. And this is coming from, let me remind you again, someone not listening to too much prog-rock, someone that isn't a fan of the new art-rock scene like Muse. I would therefore prefer to think of Tune more like of a progressive version of rock that is dirty and genuine. More Arctic Monkeys than King Crimson.

The musicians have excellently completed the task of finding their own identity, that they set themselves through the title. The compositions are mature, lyrics meaningful and well-written (with the exception of a few rhythmical flaws), and the final sound is world class. You also cannot ignore the terrific grasp of the sung English language by the singer, Kuba Krupski, who has put an excellent effort in making sure that his pronunciation and accent sound as "London" as possible, which for someone permanently living in a non-English speaking country is a fantastic achievement.

There is nothing left for me to do but to congratulate the band for creating a wonderful piece of work and encourage everyone else to listen and purchase this release. It will grace anyone's music collection and I'm sure that every rock fan will find something valuable. Today Polish prog-rock stands proud, and Tune is its face.


Mirek Chwedziak

jest urodzonym we Wrocławiu, a mieszkającym w Londynie gitarzystą, wokalistą, kompozytorem i autorem tekstów. W jego muzyce, siedzi blues z domieszką country i folk-rock'a. Od jakiegoś czasu Mirek realizuje swoją kolejną pasję i stał się współpracującym z blogiem Muzyczna Podróż recenzentem wydawnictw muzycznych. Więcej o Mirku możecie przeczytać tutaj.

https://www.youtube.com/watch?v=umLUFJMjHOw
https://www.youtube.com/watch?v=JSGIiEvyE_k

Mick Chwedziak - Polish prog-rock's finest symphony

The band Tune don't play your ordinary arty, chaotic, self-centred songs. At least not anymore! Their new album Identity, promo tour of which started on November 15th 2014 with a performance in Wroclaw, Poland, is a declaration of identity of the most promising Polish prog/art-rock band. This album is a work so strong and complex, that to all new listeners of Tune I would recommend not to go back to their first release, the album "Lucid Moments", for any other reason but as a curiosity trip and ability to see the colossal development that the musicians have experienced and improvement that resulted.


The band have abandoned the musical concept of sadness, spreading instead a great variety of emotions, triumphantly creating one of the best arrangements you can hear on the Polish music scene. I will therefore now cease to look at them from this narrow home-country-based perspective and take a step further, because Tune is far better than that. So what exactly does "Identity" bring to the table?

The album opens with an instrumental Intro, swiftly followed by the first actual song "Live to work to live". Sounds reminding us of an industrial environment have a purpose of creating a heavy background for serious lyrical contemplation about the post-modern enslavement of the individual. An interesting tale with a majestic music accompaniment.
"Disposable", number three on the record, brings in a lot of energy. We hear the sounds of the 90s from which, these gents growing up in that era, cannot really escape. It's ambitious, but there is also a grunge-like dirt. Guitar-wise we are met with excellently polished arrangements and a spacious sound.

fot.Grzegorz Kostulski
In "Change" moody piano parts penetrate your mind and stay with you long after you finished listening to it. It is a track painting a defined picture and as is the case with paintings, each person can see a varying level of depth. I appreciate the artistic ambition and with admiration listen to the arrangement cut out with a surgical precision. This song reminds me of the better works of Pink Floyd.

Possibly the biggest hit of the album is #5, "Trendy Girl". It's very British. At times it reminds you of The Clash, The Smiths, Madness or Bush and Arctic Monkeys. Catchy chorus combined with a pulsating rhythm and well-thought-out lyrics edging on ironic and sarcastic should guarantee a positive response from the music scene. A potential chart-topper. Definitely my pick for a single.

The next track, "Deafening", completely changes the atmosphere. An epic story with intelligent arrangement, beautiful guitar parts, touching ascending/descending piano lines, emotional solos and a skilled final mix of drums. All of these are ingredients of a song so outstanding, that it will without a doubt impress all sorts of music experts and an audience that appreciates musical/artistic values.

Personally, I've never been a big fan of progressive rock. The only album of the genre that I genuinely got to love was Pink Floyd's "The Division Bell". And now this lack of progressive background is going to come out a bit... I really got to love the simplicity of "Crackpot", LPs number seven. Simplicity so abruptly knocked down by the over-arty piano in the chorus. My first, not-so-serious issue directed at Tune. Maybe it isn't much, but this is how, in my opinion, sometimes you can over-do something.


So back to the positives. The last two songs complete this musical thought very well, showing another dimensions of the band's unquestionable talent, referring at the same time to inspirations drawn from the greats of the genre and of the wider rock scene.

Impressions after listening to "Identity" for the tenth time are even stronger than after the first listen. It tells us something about the quality and depth of this music. The musical ability of the gentlemen from Tune seems to be limitless, their creative output echoing in my head for hours after each time I listen to this album. And this is coming from, let me remind you again, someone not listening to too much prog-rock, someone that isn't a fan of the new art-rock scene like Muse. I would therefore prefer to think of Tune more like of a progressive version of rock that is dirty and genuine. More Arctic Monkeys than King Crimson.

The musicians have excellently completed the task of finding their own identity, that they set themselves through the title. The compositions are mature, lyrics meaningful and well-written (with the exception of a few rhythmical flaws), and the final sound is world class. You also cannot ignore the terrific grasp of the sung English language by the singer, Kuba Krupski, who has put an excellent effort in making sure that his pronunciation and accent sound as "London" as possible, which for someone permanently living in a non-English speaking country is a fantastic achievement.

There is nothing left for me to do but to congratulate the band for creating a wonderful piece of work and encourage everyone else to listen and purchase this release. It will grace anyone's music collection and I'm sure that every rock fan will find something valuable. Today Polish prog-rock stands proud, and Tune is its face.


Mick Chwedziak

is a singer songwriter from Wroclaw, Poland, living in London. His music sits somewhere between blues and folk-rock with a hint of country. For sometime Mick has been exploring his other passion and has become a co-writer for the Music Journey blog, reviewing music releases.


https://www.youtube.com/watch?v=umLUFJMjHOw
https://www.youtube.com/watch?v=JSGIiEvyE_k

środa, 12 listopada 2014

Leash Eye zaprasza na X edycję Klasz Ov The Sejtans i promuje nowy singiel z polskojęzycznymi utworami

Warszawski Leash Eye po wydaniu doskonale przyjętej trzeciej płyty Hard Truckin’ Rock postanowili pójść za ciosem, jednak tym razem prezentując fanom coś innego. Zespół zmierzył się z rodzimym językiem. Muzycy do współpracy zaprosili Wojtka Cugowskiego który zaśpiewał w całości utwór "Czas do Zmierzchu". Drugim utworem na singlu jest "Jedna Czwarta" natomiast oba utwory w wersjach anglojęzycznych pojawiły się już na płycie wspomnianym albumie “Hard Truckin' Rock”.



Opath, gitarzysta Leah Eye zdradza kulisy tego pomysłu: „Po wydaniu każdej płyty zabiegaliśmy, by nasze nagrania trafiły do możliwie największej liczby rozgłośni radiowych. Niestety często okazywało się, że nie będą nas grać, ponieważ nie śpiewamy po polsku, postawiliśmy więc na eksperyment - nagrać dwa numery z Hard Truckin' Rock po polsku. Nie przyszło nam to trudno, bo przecież pierwsza nasza płyta jest prawie w całości zaśpiewana w naszym rodzimym języku. Później pojawiła się koncepcja obecności na tym nagraniu kogoś znanego, a że jeden z braci już był to czemu nie zaprosić drugiego - w
 ten sposób Wojtek Cugowski zaśpiewał jeden z dwóch numerów, które wchodzą w skład polskojęzycznego singla”.

Zgodnie z tradycją Leash Eye wystąpi 12 grudnia na jubileuszowej, dziesiątej edycji festiwalu Klasz Ov The Sejtans – w warszawskim klubie Progresja Music Zone.

https://www.facebook.com/events/1450477518535545

Ten koncert będzie jednak inny niż wszystkie dotychczasowe. Tego dnia po raz ostatni z Leash Eye wystąpi Sebb, który po długoletniej współpracy postanowił opuścić zespół. Muzycy poszukują nowego wokalisty - jeśli chcesz dołączyć do składu Leash Eye wyślij swoje zgłoszenie z nagraniem w języku angielskim na adres leasheye@leasheye.pl

Natomiast już w najbliższą sobotę zespół wystąpi w warszawskiej Stodole wspólnie z Acid Drinkers i Strain:

https://www.facebook.com/events/339220882907878/

Koncerty cyklu Klasz Ov The Sejtans organizowane przez zespół Leash Eye oraz Klub Progresja, wpisały się już na stałe w krajobraz sceny rockowo-metalowej Warszawy i okolic. W tym roku zapraszamy wszystkich na dziesiatą edycje tego mini festiwalu. Od samego początku główną ideą tych muzycznych spotkań była promocja warszawskiej sceny rock metal oraz dobór zróżnicowanego lineup’u koncertów. Podczas kolejnych edycji “Klasza” zagrali między innymi: Rootwater, Gortal, Pyorrhoea, Naamah, J.D. Overdrive, So I Scream, Lostbone, Rusted Brain, Venflon, Testor, Exlibris, Leash Eye czy legendarny Proletaryat i cała masa mniej znanych zespołów. Impreza zawsze stała na bardzo wysokim poziomie muzycznym, czego dowodem była entuzjastycznie reagująca publiczność oraz liczne bardzo pozytywne relacje w serwisach oraz forach internetowych.

Oprócz Leash Eye, który jest gospodarzem imprezy, na tegorocznym Klasz Ov The Sejtans wystąpią: Wild Pig, Setheist i Metaliator. Impreza odbędzie się 12 grudnia 2014, a każdy z zespołów, zgodnie z ideą imprezy, reprezentuje inna odmianę rock – metalu.

Członkowie Leash Eye nazywają obecnie swoją muzykę Hard Truckin’ Rock, a w praktyce jest to mieszanka dużej ilości melodyjnego hard rocka rodem z lat 70-tych oraz elementów stoner metalu czy też southern rocka. Brzmienie zespołu to osadzona sekcja rytmiczna wzbogacona o mięsiste gitary oraz przesterowane organy Hammonda. To wszystko okraszone niebanalnym, typowo hard-rockowym wokalem - daje mieszankę klasyfikującą muzykę Leash Eye w kategoriach hard rocka na miarę XXI wieku. Ostatni studyjny album nagrano w warszawskim Sound Division Studio. Za brzmienie odpowiada Filip “Heinrich” Hałucha.

Lordi powraca do Polski - 1 lutego 2015, Warszawa - Progresja Music Zone



1 lutego 2015 - na jedynym koncercie w Polsce wystąpi formacja Lordi, fiński zespół horror-rockowy, zwycięzcy festiwalu Eurowizja z utworem “Hard Rock Hallelujah”.  Zespół pod koniec 2013 roku wystąpił w Krakowie, tym razem przyjedzie do Warszawy gdzie zagra w klubie Progresja Music Zone (ul.Fort Wola 22) – 1 lutego 2015 o godzinie 19:00  Koncert jest częścią trasy promującej nowy album Scare Force One, który ukazał się 31 października 2014 nakładem wytwórni AFM Records. Będzie to trzeci koncert Lordi w Polsce. Muzycy po raz kolejny odnowili swoje stroje sceniczne i z nowym zaskakującym show pełnym efektów świetlnych i pirotechnicznych pojawią się w lutym w Polsce.


Galerię zdjęć z krakowskiego koncertu można zobaczyć tutaj:

Warszawa, Progresja Music Zone (ul.Fort Wola 22)
wejście 18:00
początek 19:00
bilety w cenie 95 zł przedsprzedaż/120 w dniu koncertu dostępne w sieciach Empik, Media Markt, Saturn, Ticketpro, Eventim, oraz w klubieeBilet 
Eventim
Ticketpro


Lordi to doskonały muzycznie zespół, prezentujący na scenie oryginalne show. Przebrani za potwory niczym z filmów grozy, muzycy ze swoim przebojowym hard rockiem, inspirowanym KISS, wzbudzają wielkie zainteresowanie. Swój niebanalny image muzycy kreują od początku kariery, która rozpoczęła się w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych. Dopiero kontrakt w 2002 roku z wytwórnią Sony BMG oraz singiel “Would You Love A Monsterman” promowany, oryginalnym, teledyskiem, sprawił, że popularność finów z Lordi eksplodowała. W 2006 roku grupa wystartowała w konkursie Eurowizji, gdzie nadspodziewanie zdeklasowali popową konkurencję, zdobywając najwyższy wynik punktowy w całej historii tego festiwalu. Lordi jest najpopularniejszym, obok Nightwish, zespołem z Finlandii. Mają własny napój – Lordi Cola. Wystąpili w pełnometrażowym horrorze “Dark Floors”. Na swoim koncie wydawniczym mają 5 albumów studyjnych, a najnowszy zatytułowany “To Beast Or Not To Beast” ukazał się 1 marca 2013 nakładem wytwórni AFM Records. Zespół skrupulatnie dba o anonimowość, publicznie występuje wyłącznie w strojach scenicznych, których waga wynosi około 10 kilogramów każdy. Charakteryzacja przed koncertem zajmuje im około dwóch godzin.


poniedziałek, 10 listopada 2014

Edyta Bartosiewicz wystąpi podczas Dnia Kobiet w Londynie 7-go marca 2015 Zaprasza Buch IP

Już jako dziesięcioletnia dziewczynka godzinami zgłębiała tajniki gry na gitarze i mimo, że dość wcześnie zaczęła układać swoje pierwsze piosenki z własnoręcznie napisanymi anglojęzycznymi tekstami, z początku zbyt poważnie nie myślała o robieniu kariery artystycznej. W młodości trenowała siatkówkę i łyżwiarstwo, a za namową rodziców swoją edukację postanowiła kontynuować w Szkole Głównej Planowania i Statystyki. Sportowe zacięcie i ekonomiczna uczelnia nie przeszkodziły jednak Edycie Bartosiewicz założyć w Mińsku Mazowieckim jej pierwszy muzyczny band. Zespół nie spełnił jednak oczekiwań młodej wokalistki, która w roku 1986 nieoczekiwanie postanowiła wyjechać do Londynu. W brytyjskiej stolicy Edyta zetknęła się z muzykami zespołu The Blue Airplanes, a szczera fascynacja ich twórczością stała się momentem przełomowym, który przywrócił jej wiarę w realizację muzycznych marzeń. Tuż po czwartym roku Edyta postanowiła porzucić szacowną uczelnię i dołączyła do warszawskiej grupy Staff przemianowanej wkrótce na Holloee Poloy, z którą w roku 1989 wygrała Mokotowską Jesień Muzyczną. Formacja łączyła jazz, soul oraz pop i pozostawiła po sobie wydany w 1990 roku krążek The Big Beat, który mimo, iż nie zyskał ogromnej popularności, zaowocował Nagrodą Artystyczną Młodych im. Stanisława Wyspiańskiego dla jego wokalistki.



Zachęcona swoim pierwszym sukcesem Edyta Bartosiewicz pojawiła się wkrótce w pięknej piosence "Her Melancholy" na wydanym w 1991 roku solowym albumie Wojciecha Waglewskiego Waglewski Gra-żonie. Rok 1992 to dla Edyty aż trzy muzyczne kolaboracje. O ile współpraca w nagraniu Kolęd grupy Ziyo nie jest dziś już tak często wspominana, o tyle udział w pochodzącej z albumu Poganie! Kochaj i obrażaj Róż Europy kultowej piosence "Jedwab" oraz w "Seek & Destroy" Acid Drinkers coverze Metalliki z krążka Strip Tease, to dwa dość istotne etapy na drodze do wydania w roku 1992 swojego płytowego debiutu Love, z którego pochodzi m.in. urocza piosenka "Have To Carry On". W tym samym roku artystka zdobyła także nagrodę Bursztynowego Słowika na festiwalu w Sopocie. Rok później Edyta Bartosiewicz odnotowała dwa kolejne ważne występy gościnne. Jeden z nich to  "Memphis" z płyty Varius Manx The New Shape, drugi to wykonana wspólne z zespołem Hey "Moja i twoja nadzieja" z albumu Fire.

 

W roku 1994 pojawił się kolejny studyjny album Edyty, który nie tylko ugruntował jej pozycję na rynku muzycznym, ale przede wszystkim przyniósł aż trzy megahity: "Tatuaż", "Koziorożec" i tytułowy "Sen", które tygodniami nie schodziły z najbardziej cenionych list przebojów. Sen aż trzykrotnie pokrył się platyną. W jego nagraniu wzięli udział m.in. jeden z najbardziej cenionych polskich gitarzystów sesyjnych Michał Grymuza oraz znakomity klawiszowiec artrockowej grupy Collage Krzysztof Palczewski. W rankingu czytelników miesięcznika Tylko Rock Edyta Bartosiewicz została uznana za najlepszą wokalistkę, a „Sen” okrzyknięto przebojem roku. Rok 1994 przyniósł też Edycie dwa Fryderyki w kategorii Najlepszy Album Pop/Rock oraz Najlepsza Wokalistka a także prestiżową nagrodę Paszport Polityki. Idąc za ciosem, w roku 1995 ukazał się jej trzeci album Szok'n'Show, który uzyskał podwójną platynę, a piosenki "Szał" i "Zegar" pojawiły się na wszystkich listach przebojów w Polsce zapewniając Edycie Fryderyka w kategorii Album Rockowy plus 8 nominacji w innych kategoriach. Ponadto clip do utworu „Zegar” otrzymał nagrodę Złotego Yacha i został okrzyknięty teledyskiem roku. Również w roku 1995 roku ukazała się koordynowana przez Jana Chojnackiego kompilacja Tribute to Eric Clapton zawierająca utwory skomponowane lub wykonywane przez tego wielkiego geniusza gitary, z której pochodzi wykonana przez Edytę Bartosiewicz ciesząca się ogromnym powodzeniem ballada "Wonderful Tonight". 


W roku 1996 Edyta rozpoczęła prace nad kolejnym albumem, który ostatecznie został nagrany na początku roku 1997. Dziecko podobnie jak poprzedni krążek także uzyskał status Platynowej Płyty i przyniósł dwa największe przeboje w jej karierze. "Jenny" i "Skłamałam" zdobyły wszystkie możliwe radiowe zestawienia w kraju i w błyskawicznym tempie wspięły się na sam szczyt Listy Przebojów Programu Trzeciego. Rok później ukazał się piąty album Edyty Bartosiewicz i mimo, iż na Wodospadach znalazł się tak przebojowy kawałek jak "Miłość jak ogień", w wyniku ekonomicznego załamania się rynku fonograficznego w Polsce, sprzedaż krążka zakończyła się kompletnym fiaskiem. W związku z rozwiązaniem umowy przez Edytę Bartosiewicz z wytwórnią Universal Music Poland, w roku 1999 wydana została podsumowująca jej dotychczasową karierę kompilacja Dziś są moje urodziny, na której poza dwoma nowymi singlami wszystkie pozostałe utwory to pochodzące z jej poprzednich albumów największe przeboje. 


W roku 2000 Edyta Bartosiewicz gościnnie wystąpiła na promującym album Melassa. maxisinglu Kazika Cztery pokoje, jej teksty pojawiły się na albumie Dzień i Noc Justyny Steczkowskiej, a skomponowany przez nią "Ostatni list" w wykonaniu Anity Lipnickiej zagościł na albumie Anity Moje oczy są zielone. Wszystko to złożyło się na kolejny prestiżowy sukces. W 2000 roku artystka uzyskała tytuł Osobowości Dziesięciolecia w plebiscycie magazynu Tylko Rock. Rok 2001 przyniósł kilka świetnych tekstów Edyty Bartosiewicz, jakie znalazły się na krążku Perła  Edyty Górniak, z których najbardziej zapamiętany to „Nie proszę o więcej”. W marcu 2002 artystka rozpoczęła prace nad nowym albumem, który miał nosić tytuł Tam dokąd zmierzasz, a w czerwcu odbyła się nawet premiera singla „Niewinność”. Płyta jednak nie pojawiała się przez kolejnych 11 lat, aż w końcu została wydana w roku 2013 pod zmienionym tytułem Renovatio.


W 2004 roku wokalistka przypomniała o swoim istnieniu udziałem na albumie Krzysztofa Krawczyka To, co w życiu ważne w piosence „Trudno tak (razem być nam ze sobą)” która nie tylko stała się ogromnym przebojem, ale została także nagrodzona Fryderykiem i pojawiła się na festiwalu w Sopocie. W tym samym roku piosenka Edyty Bartosiewicz „Opowieść” została wykorzystana w bardzo popularnym filmie "Nigdy w życiu!" w reżyserii Ryszarda Zatorskiego. Rok później Edyta Bartosiewicz wzięła udział w uroczystym koncercie z okazji 10-lecia istnienia zespołu Myslovitz, podczas którego w duecie z Arturem Rojkiem zaśpiewała piosenkę „Chciałbym umrzeć z miłości”, natomiast w roku 2006 artystka wzięła udział w koncercie „Tomasz Stańko i Goście” po którym przez prawie dwa lata nie pojawiła się na scenie. Come back nastąpił dopiero w roku 2008 na festiwalu TOPtrendy gdzie z okazji jubileuszu 45-lecia pracy artystycznej Krzysztofa Krawczyka przypomniała „Opowieść” i „Trudno tak... (razem być nam ze sobą)”.


W 2010 roku Edyta powróciła na dobre występem na Orange Warsaw Festival, gdzie zaśpiewała swoje nowe piosenki i zapowiedziała premierę długo oczekiwanej płyty. 22 czerwca 2013 ukazał się nowy singel zatytułowany "Rozbitkowie", promujący jej pierwszy od 15 lat album Renovatio, którego premiera miała miejsce 1 października tego samego roku. Stęsknieni fani błyskawicznie doprowadzili piosenkę na sam szczyt Listy Przebojów Programu Trzeciego. 7-go marca 2015 Edyta Bartosiewicz uświetni swoim występem w londyńskim HMV Forum II edycję Dnia Kobiet organizowaną podobnie jak koncert zeszłoroczny przez BUCH IP.