piątek, 28 sierpnia 2015

Aktualny zestaw propozycji do Listy Przebojów Polisz Czart - głosujemy do 2-go września 2015


Oto aktualny zestaw propozycji 
do Listy Przebojów Polisz Czart

Zasady głosowania:

Głos jest tylko wtedy ważny, gdy na adres: slawek.orwat@wp.pl przyślecie maila zawierającego następujące informacje:

1. Imię, Nazwisko i miejscowość głosującego oraz ponumerowanych od 1 do 5 (od najbardziej ulubionego rozpoczynając) 5 obowiązkowych polskich  utworów (maksymalnie można głosować na jeden utwór każdego wykonawcy, czyli w wytypowanej przez Was piątce, każdy wykonawca może znaleźć się tylko jeden raz. Mogą - ale nie muszą - to być utwory z poniższego zestawu. Każdy uczestnik zabawy może oddać głos tylko jeden raz w ciągu cyklu głosowania i każdy oddaje go tylko ze swojego adresu mailowego. 

Termin oddawania głosów upływa 2 września 2015

Zwycięskie TOP 20 zostanie wyemitowane 9-go września 2015 przez Tomasza Wybranowskiego na antenie Polskiej Tygodniówki NEAR FM z Dublina (Irlandia)
Słuchajcie poprzez:
http://nearfm.ie/livestream/

9 września w godz, 19.00 - 20.30 czasu UK i IRL 
(20.00 - 21.30 czasu PL) 

2. Głosujemy na dowolny utwór instrumentalny lub wykonywaną w dowolnym języku piosenkę przez artystę narodowości polskiej lub posiadającego polskie pochodzenie (w przypadku zespołów dotyczy to przynajmniej jednej osoby z grupy).

3 Lista przebojów Polisz Czart nigdy nie będzie miejscem dla muzyki dance i disco polo oraz dla piosenki namolno-celebryckiej i komercyjno-nieszczerej. Dla zapewnienia wartości artystycznych prezentowanych na naszej antenie utworów,  głosy na tego typu nagrania nie będą brane pod uwagę.

4. Przypominam, że nadal możecie głosować także na te piosenki, które wybraliście do TOP20 ostatniego notowania listy Polisz Czart - do wysłuchania pod:


Zestaw kandydatek oraz każda inna Wasza ulubiona POLSKA piosenka zrealizowana po roku 2010 (także taka, która nie występuje w naszych propozycjach) to potencjalny zwycięzca kolejnego notowania naszej listy. Tylko Wy możecie o tym zadecydować. Piosenka, która została zgłoszona i zaakceptowana przez Redakcję Polisz Czart już po zamknięciu poniższej listy propozycji, startuje z tzw. "dzikiej karty" i głosować na nią można wg  tych samych zasad jakie obowiązują w przypadku głosowania na oficjalne propozycje.

Po kliknięciu na każdy poniżej zamieszczony utwór, można go wysłuchać w Internecie.

After Seven - Sonet  
Andrzej Rayski - Rush Hour
Animations - Silence  
Arubdub - Follow me  
Asia Czajkowska-Zoń - Little Wing 
Caroline Baran feat. Daniel Jonak - Creep
Chaos - Oskarzony 
Curcuma - Gwóźdź  
Dezerter - Rząd światowy
Diaboł Boruta - Kikimora i zboże  
Dr Misio - Pogo
Fismoll - Trifle
Fonetyka - Nadzieja 
Fryderyk Nguyen - Czasem wstanie ktoś 
Fusion Trip - Bolivia
Gabinet Looster - Spokojnie 
Half Light - Otchłań albo bal 
Harmfool - Piku Piku 
K-essence - I Want To See You Smoke
Kasa Chorych - Biały blues 
 Katedra - Zapraszamy na łąki 
Kingdom Waves - Paper Wings 2015  
Kortez - Zostań
Krystyna Prońko i Andrzej Dąbrowski - Dyskretny chłód
KSU - Kiedy naród umiera  
LecteR - Na zawsze
Lola Lynch - Caffeine
Luis Project - When God Plays Fair Once Too Often  
Magda Przychodzka - Południca  
Maleo Reggae Rockers - Ryzyko
Mick Chwedziak (feat Rayski) - Hussarya 
Ornette - Twarzą w twarz 
PsychoPigs - Immigrant Song
Renata Przemyk - Raczej 
Runika - Biesiada 
Scream Maker - In the Nest of Serpents 
Siła Przebicia - Krok po kroku   
SKaSKii - Kaszeba Ska  
Sławomir Kwiatkowski i Ewa Niewdana - Święte Drzewo
The Analogs - Nastoletni Produkt
The Freuders - Faray
Tuff Enuff - Suicidal Girl 
Whisper  - Ogień  
Wojciech Hoffmann - Gary  
Xerosun - Anatomy Of A Lie
 
 
Żywimy nadzieję, że powyższe propozycje są zachętą dla wszystkich debiutantów oraz tych artystów, którzy właśnie nagrywają nowe kompozycje, a być może nawet pierwsze nieśmiałe dema. Nadsyłajcie je nam w postaci mp3, a my będziemy je promować, jeśli tylko uznamy, że technicznie, tekstowo i muzycznie na to zasługują. 


20 nowych koncertów na trasie Queen Symfonicznie w sezonie 2015/2016


 Bilety dostępne w sprzedaży w sieciach Ticketpro oraz w kasach.

Projekt QUEEN SYMFONICZNIE ogłasza największą trasę koncertową w swojej dotychczasowej historii – w sezonie 2015/2016 muzycy wystąpią w repertuarem Queen w wersjach symfonicznych na blisko 30 koncertach. Pierwsze 20 dat jest już potwierdzone, wkrótce kolejne terminy. Podczas dwóch wyprzedanych marcowych koncertów w Filharmonii Szczecińskiej zespół zarejestrował materiał na płytę koncertową, przy użyciu 4 kamer nakręcono również materiał video na potrzeby filmu promocyjnego. Video ukaże się już w czerwcu, płyta koncertowa (którą realizuje Tadeusz Mieczkowski, laureat Fryderyka, realizator muzyki filmowej, klasycznej i rozrywkowej) dostępna będzie w sprzedaży jesienią.

fot. Aga Krysiuk
Niezwykłe koncerty łączące nieśmiertelną muzykę zespołu QUEEN z symfonicznymi aranżacjami w wykonaniu orkiestry Alla Vienna i 20-osobowego chóru Vivid Singers już od ponad trzech lat zachwycają fanów twórczości legendarnej grupy. QUEEN SYMFONICZNIE to absolutny fenomen – zaplanowany pierwotnie jednorazowy występ przerodził się w wielką trasę koncertową w największych salach w kraju. Na ponad 50 dotychczasowych koncertach pojawiło się blisko 40000 widzów, a każdy występ fani Queen wypełniają do ostatniego miejsca.



Projekt Queen Symfonicznie to dwugodzinny spektakl podzielony na dwie części, z najwspanialszymi kompozycjami Queen. Finał występu uświetnia także występ solisty - śpiewającego aktora - wcielającego się w rolę Freddiego Mercury’ego. Zespół wystąpi z najnowszym programem, do którego włączono m.in “Bicycle Race”, “Another One Bites The Dust” oraz wyjątkową kompozycję “Barcelona”, którą Freddie Mercury nagrał wraz z hiszpańską śpiewaczką operową Montserrat Caballe. Na nadchodzącą trasę przygotowywane są kolejne niespodzianki. W drugiej części gościnnie wystąpi również gitarzysta solowy Piotr Wieczorek. Ostatnie lata to pasmo sukcesów projektu Queen Symfonicznie – 8 koncertów, które odbyły się na początku 2015 w Warszawie, Kielcach, Bielsku-Białej, Olsztynie, Szczecinie, Gorzowie, Krakowie i Poznaniu były całkowicie wyprzedane. W stolicy i w Szczecinie zespół musiał wystąpić dwukrotnie. Podobnie było w 2014 roku, muzycy dwukrotnie w wypełnionej po brzegi Filharmonii Ślaskiej oraz Wrocławskiej. Dotychczas na 50 koncertach pojawiło się blisko 40000 osób. 1 marca 2014 zespół po raz pierwszy wystąpił zagranicą – w Bratysławie, do której dotarł również rok później.

31-go sierpnia 2015 w toruńskim HRP Pamela wystąpi Moreland & Arbuckle

Dustin Arbuckle (fot. Agata Jankowska)
W poniedziałek 31 sierpnia 2015 w toruńskim Hard Rock Pubie Pamela wystąpi amerykańska grupa Moreland & Arbuckle. Zespół o światowej renomie jest również niezwykle popularny w Polsce, o czym świadczy dwukrotne zwycięstwo grupy w plebiscycie Blues Top kwartalnika Twój Blues (2013 i 2014 rok). Jako support toruńskiego koncertu Moreland & Arbuckle wystąpi polski duet Oil Stains. W obu przypadkach artyści, którzy pojawią się na scenie Hard Rock Pubu Pamela, łączą bluesowe korzenie z elementami rocka, rock’n’rolla, country i folku. Start godz. 19.00. Wstęp wolny.


Aaron Moreland (fot. Agata Jankowska)
Gitarzysta Aaron Moreland i harmonijkarz oraz wokalista Dustin Arbuckle już od ponad dekady eksplorują teren zwany „muzyką rdzennie amerykańską”. Zaczynali jako duet grający akustycznego bluesa; dziś tworzą trio o własnym, niepowtarzalnym stylu, określanym jako "roots rock". Powstał on z połączenia bluesowych korzeni z elementami rocka, country, i muzyki folk - oraz ogromnej dawki własnej inwencji twórczej. Od 2011 r. trzecim członkiem zespołu jest perkusista Kendall Newby. Muzyczny styl zespółu determinuje przede wszystkim specyficzna technika gitarowa Aarona Morelanda, wypełniająca brzmieniowe pole w większości zespołów kreowane przez dwie osoby: gitarzystę wespół z basistą. Duża w tym zasługa jednego z używanych przez niego instrumentów: gitaro-basu zrobionego z... pudełka po cygarach. Moreland równie "gęste" brzmienie kreuje też na zwykłej gitarze, używając palców, a nie kostki. Bezsprzecznymi atutami brzmienia Moreland & Arbuckle są też głęboki, zapadający w pamięć i chwytający za serce głos Dustina Arbuckle'a i jego inspirowany Little Walterem styl gry na harmonijce oraz przebogaty, wręcz melodyjny styl gry perkusisty Kendalla Newby'ego.


Kendall Newby (fot. Agata Jankowska)
Zespół ma na koncie sześć albumów. W 2013 ukazał się najnowszy, „7 Cities” (Telarc). Zawiera 13 utworów, w tym: 8 autorstwa sprawdzonego tandemu Aaron Moreland / Dustin Arbuckle, 4 kompozycje napisane dla zespołu przez przyjaciół oraz zaskakującą wersję jednego z przebojów lat 80. "7 Cities" jest koncept-albumem osnutym wokół mitu "Siedmiu miast ze złota", którego akcja miała się dziać wieki temu m.in. na terenach będących dziś stanem Kansas. Muzycznie jest to kontynuacja dobrze znanego fanom M&A stylu. Ciekawostką jest to, że po raz pierwszy płytę wyprodukował nie Aaron Moreland, a wywodzący się z indie-rockowego środowiska Matt Bayles (znany ze współpracy z zespołami takimi, jak Mastodon, the Sword, czy Isis). Na początku 2015 roku został zarejestrowany materiał na kolejną płytę zespołu, która ma się ukazać wiosną 2016.


Moreland & Arbuckle (fot. Agata Jankowska)
Moreland & Arbuckle koncertują zarówno na wielkich festiwalach, dzieląc scenę z artystami takimi, jak Buddy Guy czy Jonny Lang, jak i w intymnej scenerii małych klubów. Niezależnie od miejsca koncertu, w ciągu paru minut są w stanie rozpalić serca publiczności do czerwoności. Dotychczas zjeździli z koncertami całe Stany Zjednoczone, Irak i Afganistan (w ramach trasy „Bluzapalooza”, odwiedzającej… amerykańskie bazy wojskowe), oraz dużą część Europy. Regularnie występują w Polsce, dzięki czemu mają tu stale rosnące grono wiernych fanów. Zyskują też uznanie krytyków: dziennik USA Today wybrał "Just a Dream" płytą tygodnia; album znalazł się w też zestawieniu magazynu "Billboard". Czytelnicy i dziennikarze kwartalnika "Twój Blues" wybrali formację "Zespołem Roku na świecie" w ankiecie Blues Top za rok 2013 i 2014.

Aaron Moreland – gitary, cigar box guitar
Dustin Arbuckle – śpiew, harmonijka
Kendall Newby – perkusja, chórki

Polisz Czart - audycja bez muzycznej tandety




Część I   St. Albans (UK)

Radio Verulam 
2012 - 2014

Hrabstwo Hertfordshire ma niezwykle ciekawą muzyczną historię. To tutaj narodził się zespół Deep Purple i to właśnie tu grupa Queen wystąpiła po raz ostatni wraz z Freddie Mercurym. W St. Albans powstał istniejący po dziś dzień ważny dla brytyjskiego rocka zespół The Zombies. W Welwyn Garden City urodził się Mick Taylor z The Rolling Stones, a w Hatfield przyszedł na świat Christopher Scott Stevens znany jako Sal Solo - lider i wokalista popularnej w latach 80' grupy Classix Nouveaux.

Sławek Orwat (fot. Monika S. Jakubowska)
Polisz Czart to ostatnie 4 lata mojej ponad jedenastoletniej brytyjskiej przygody. Rok 2014 przyniósł mi 3 okrągłe rocznice: 50 lat życia, 10 lat życia na obczyźnie oraz 5 lat muzycznego dziennikarstwa radiowego, od którego wszystko się rozpoczęło oraz prasowego, które mimo rosnącej popularności audycji, pochłonęło mnie znacznie bardziej. 29 lipca 2009 roku wraz z doświadczonym czeskim radiowcem z Ołomuńca Liborem Příbramským w siedzibie Radia Flash w Luton zrealizowałem swoją pierwszą audycję autorską. Wraz z Markiem Czarnotą blisko 2 lata prowadziłem program Perły Polskiej Piosenki w znajdującej się w Luton radiowej stacji Diverse FM. Od 2-go stycznia 2012 aż do grudnia 2014 regularnie zasiadałem za "sitkiem" brytyjskiego radia Verulam w St. Albans. W latach 2012 – 2013 dzięki Platformie Radiowej Fala FM z siedzibą w Toronto (Kanada) programu można było słuchać na niemal wszystkich kontynentach. Przez kilka miesięcy roku 2014 program był także nadawany przez założone w St. Albans przez Bogumiła Skoczylasa Internetowe Radio Alter Ego.
Historyczny banner z pobytu w studio Polisz Czart Gabinetu Looster - najwyżej dziś notowanego polskiego zespołu w UK
Idea i nazwa Polisz Czart narodziła się w mojej głowie jesienią 2011. Autorem loga audycji jest Bogumił Skoczylas. Na przestrzeni trzech lat istnienia programu pod szyldem Radia Verulam do mojego miasteczka przybywały dziesiątki muzyków z Londynu i innych pobliskich miejscowości.
Bogumił Skoczylas (fot. Zuzanna Potocka)

Gościłem tu także kilku artystów, którzy na radiowe spotkanie przybyli specjalnie z terenu Polski! W ciągu wszystkich lat istnienia audycji przez studio Radia Verulam przewinęło się spore grono prezenterów: Bogumił Skoczylas, Monika S. Jakubowska, Darek Bańka, Piotr Gruszecki, Klaudia Staniszewska oraz nieżyjący już Sebastian Piskorowski. Wokół audycji dość szybko skupiła się dynamicznie rozwijająca się polska scena undergroundowa. Ilość powstających polskich lub polsko-brytyjskich kapel w UK była w ostatnich latach tak ogromna, że podczas jednego z programów spontanicznie ochrzciłem to zjawisko mianem Londyńskiej Wiosny. Tottus Tuus, Human Control, Gabinet Looster, Lynchpyn,  Metasoma, Megatona, Czapa, Beauty For Ashes, Blueberry Bush, Bright Color Vision, No Toughts No Gravity, Harmfool, Harmony Disorder, Thetragon, Error24, Transprent Human Creatures, Mick Chwedziak to tylko wierzchołek góry lodowej ciągle nie do końca zbadanej sceny. Każdego miesiąca zgłaszały się do mnie kolejne nowo powstałe zespoły i z entuzjazmem ustawiały się w kolejce do PoliszCzartowego "sitka". Powoli zaczęła rodzić się konieczność stworzenia czegoś na kształt encyklopedii polskiego rocka na Wyspach.

Część II Dublin (Irlandia)
Radio Near FM od 2015

 Tomasz Wybranowski (fot. Tomasz Szustek)
Od stycznia do maja 2015 program Polisz Czart nie istniał. Decyzję o zawieszeniu audycji podjąłem wskutek niezrozumiałej dla mnie polityki kierownictwa radia Verulam wobec polskojęzycznej audycji. 10 czerwca 2015 dzięki wieloletniemu prezenterowi radiowemu z irlandzkiego Dublina Tomaszowi Wybranowskiemu audycja po raz pierwszy została nadana z Zielonej Wyspy i od tego momentu w każdą drugą środę miesiąca ze studia Radia Near FM z Dublina nadawane jest kolejne notowanie lubianej przez wielu Słuchaczy Listy Przebojów Polisz Czart. Audycję prowadzimy dzięki łączom telefonicznym wspólnie z twórcą Polskiej Tygodniówki Near FM Tomkiem Wybranowskim, któremu przy tej okazji gorąco dziękuję za reaktywację programu.

Mirek Bogusz - najstarszy stażem słuchacz
TOP 20 każdego notowania jest emitowane w każdą drugą środę miesiąca przez Tomasza Wybranowskiego na antenie Polskiej Tygodniówki NEAR FM z Dublina 

Programu można słuchać poprzez:

http://nearfm.ie/livestream/ 
w godz, 19.00 - 20.30 czasu UK i IRL
(20.00 - 21.30 czasu PL)
 



Tomek "Galik" Gala - Zielone Żabki







fan page audycji:
blog "Muzyczna Podróż", gdzie w zakładce "listy i propozycje" można znaleźć wszystkie dotychczasowe notowania i roczne podsumowania Listy Przebojów Polisz Czart
http://slawek-orwat.blogspot.co.uk

Polisz Czart to nadawana w każdą drugą środę miesiąca dawka dobrej muzyki tworzonej przez artystów mieszkających w Polsce oraz poza jej granicami. Program prowadzony jest z dystansem do otaczającej nas rzeczywistości. Na antenie Polisz Czart można usłyszeć wykonawców bardzo znanych oraz takich, którzy nagrali swój pierwszy, często jeszcze surowo brzmiący utwór demo.  Program daje szansę tym wszystkim polskim artystom, którzy tworzą muzykę począwszy od ostrych odmian heavy metalu i punk rocka, poprzez reggae, ska, jazz, blues, elektronikę, pop-rock i inne nurty aż po poezję śpiewaną i piosenkę kabaretową. Polisz Czart nie jest i nigdy nie będzie miejscem dla muzyki dance i disco polo oraz dla piosenki celebryckiej i komercyjno-nieszczerej. Dla tych gatunków miejsca w eterze jest już zdecydowanie wystarczająco, a ponadto jednym z głównych założeń programu jest nieskrywana walka z kiczem i muzyczną tandetą.

W Polisz Czart dwukrotnie gościł Tomek "Dziki"
Likus - organizator największych polskich koncertów
w UK i Irlandii - twórca BUCH IP (fot. Monika S.
Jakubowska)
Polisz Czart prezentuje artystów mieszkających w Polsce, tych którzy z niej wyjechali oraz urodzonych poza jej granicami i posiadających polskie korzenie. W składzie kapel, których muzyka płynie z naszych odtwarzaczy wymagany jest przynajmniej jeden muzyk pochodzenia polskiego. Program pragnie dać szansę tym wszystkim artystom, dla których w dobie przewagi niepohamowanego obciachu na play-listach wielu stacji komercyjnych, takie programy jak Polisz Czart są jedyną szansą na zaistnienie ich twórczości w eterze. Prezentowana w Polisz Czart muzyka często przeplatana jest rozmowami, które łączą garść rzetelnych informacji ze sporą dawką humoru mającą na celu pomóc naszym słuchaczom choć na czas trwania audycji oderwać się od szarej codzienności - tej polskiej i tej emigracyjnej. Wielką radością dla autorów programu są pierwsi słuchacze Polisz Czart z Chicago (USA), którzy od niedawna regularnie zasiadają w każdą drugą środę miesiąca, aby przeżywać wraz z Polakami z Europy kolejne notowanie naszej Listy Przebojów, której najnowsze wygląda następująco:

http://slawek-orwat.blogspot.co.uk/2015/08/lista-przebojow-polisz-czart-notowanie.html

Sławek Orwat - twórca programu

czwartek, 27 sierpnia 2015

25-go września w holenderskim Zwolle w ramach We Are The Crowd Festival zagrają Jerusalem, HB, Secrety, Alive Again i gwiazda Polisz Czart - wrocławski Frühstück!


19-go września w Londynie zagra Kabanos


KULT-owe rozmowy - Rozmowa szósta "Kult to jest dobrze naoliwiona maszyna" - z Kazikiem Staszewskim po raz drugi rozmawia Sławek Orwat. Polisz Czart, Nowy Czas i Polski Wzrok patronami medialnymi londyńskiego koncertu Kultu!




Kazik z KULT-turystami oraz z organizatorem londyńskich koncertów Kultu Tomkiem Likusem (fot. Marek Jamroz)

Dwaj panowie Staszewscy
Poniższa rozmowa jest już drugim wywiadem z Kazikiem, jaki miałem przyjemność przeprowadzić. Do lektury pierwszego zapraszam tutaj

- "Pracowity, spokojny, zawsze ułożony, miły i małomówny, choć czasem też się spinamy ze sobą". Tak o tobie mówi twój syn Janek. Na ostatniej płycie Kultu śpiewasz, że dobrze być dziadkiem i mieć za żonę młodą babcię. Jednocześnie w naszej rozmowie sprzed kilku miesięcy mówisz, że rodzina nie musi się spotykać cały czas. Czy ostatnio bardziej czujesz się ojcem, dziadkiem i mężem, czy muzyka nadal pochłania cię w takim samym stopniu jak przed laty?

- To nie wchodzi jedno drugiemu w paradę  Na stopie prywatnej czuję się dobrze dziadkiem, bo jest to - rzekłbym - bardzo przyjemny status społeczny, który generuje serie przyjemności z obowiązkami ograniczonymi w zasadzie do jakichś tam tymczasowych zajęć z wnuczkami, kiedy akurat rodzice chcą sobie wyjść, ale właściwie jest to tylko przyjemna strona rodzicielstwa. W rodzicielstwie wszystkie za i przeciw musisz przyjmować na klatę, wszystkie wspaniałe prawa jako rodzic, ale też i cały szereg obowiązków.

Tu natomiast są właściwie tylko prawa i przyjemności i to w ogóle nie ma nic do rzeczy z tym, co robię zawodowo. Może odrobinę niepoważnie wygląda bycie muzykiem rockowym przynajmniej z perspektywy czasu. Gdy byłem młodszy, na pewno nie podejrzewałem, że tak długo będę parał się tym zajęciem i oczywiście nawet nie planowałem tego robić tego tak długo. Najpierw wydawało mi się, że pogramy sobie w wieku nastoletnim kilka lat, a potem będzie to - nazwijmy w cudzysłowie - poważna robota. Tak mnie zresztą przepytywały często spotykane nauczycielki ze szkoły, bo wówczas mieszkałem blisko swojej starej szkoły podstawowej. Potem trzydziestka. Wydawało mi się, że powyżej 30 lat to już jest to dosyć komiczne i niepoważne. Potem czterdziestka. Teraz mam 52 lata i jeszcze działam i jeszcze są ludzie, którzy chcą mnie słuchać, a że jest to zajęcie niezwykle przyjemne, to każdy muzyk rockowy, który jako tako może się z niego utrzymać i narzeka w tej sytuacji, to jest to moim zdaniem pewnego rodzaju poza i rozpaskudzenie. Pomiędzy podwójną rolą jaką pełnię w rodzinie - ojca i dziadka, a byciem muzykiem, generalnie sprzeczności nie widzę, wręcz przecudnie obie te role się splatają, na przykład kiedy moja wnuczka, która ma raptem 2 i pół roku informuje mnie - właśnie słuchałam "Piwko", albo śpiewa tekst z płyty Oddalenie. Starsza Hania natomiast niezwykle ożywiała się na piosenkę "Maria ma syna". Tak więc można funkcjonować jednocześnie i równolegle, tak jak dyrektor potężnego konsorcjum, którego rola zawodowa i społeczna też prawdopodobnie nie staje w sprzeczności z byciem dobrym dziadkiem. Co więcej, ponoć nawet najwięksi zbrodniarze w historii ludzkości potrafili być przykładnymi ojcami i dziadkami. Jest to może ekstremalny przykład, ale okazuje się, że w każdej sytuacji się da.


fot. Artur Grzanka
- W ubiegłym roku spotkałem się z 81 letnim Johnem Mayallem i robiłem z nim wywiad. Byłem w ciężkim szoku, że ten wspaniały muzyk w wieku, w którym wielu ludzi ledwie się porusza, biega po scenie, zmienia instrumenty i śpiewa, a przede wszystkim ciągle jest aktywny.

- Wiesz, niedawno w Łodzi wystąpił Charles Aznavour, który ma 91 lat. Z jednej strony więc jest to kreatywna działalność, a z drugiej - powtórzę - strasznie przyjemna i dająca dużo satysfakcji, o ile masz to audytorium, które chce cię słuchać i nawet jeśli ono jest w niewielkiej liczbie, bardzo trudno się z nim rozstać. Ja też mam nadzieję, że będę długo zdrowy, a jeśli to zdrowie będzie się u mnie w jakiś tam sposób trzymać, to chciałbym to robić do końca.


fot. Artur Grzanka
- "Zaprawdę powiadam wam, nie ma takiej szajki jak ta" tym cytatem z "Kulcikriu" opisałeś  atmosferę panującą w zespole Kult dodając, że obecnie jest to grupa ludzi, wśród których czujesz się najbardziej u siebie. Nawiązując do poprzedniego pytania, czy Kult daje ci poczucie, że także wtedy, kiedy zajmujesz się muzyką, ciągle jesteś z rodziną?

- No może aż tak daleko bym nie zachodził, bo jednak rodzina to nie jest. Są to bliscy koledzy, a z niektórymi z nich trzymam się już od 30 lat, wobec czego znamy się jak łyse konie i mamy podobne poczucie humoru, co jest w ogóle dosyć istotne w takiej grupie ludzi. Ta piosenka powstawała w latach 90', kiedy to skład był trochę inny, bo był wtedy Banan i nieżyjący Szczota. Zawsze stanowiliśmy taki konglomerat, gdzie po prostu pewna - nazwijmy to po rastamańsku - wibracja była dominująca i często w ogóle nieczytelna dla ludzi z zewnątrz. Wielokrotnie spotykałem się z opiniami naszych dalszych znajomych, którzy widzieli jak razem działamy, jak pracujemy, jak gramy, ale też i jak się bawimy i dosłownie mieli nas za zgraję kretynów o jakimś niezrozumiałym poczuciu humoru i dziwnych związkach interpersonalnych. To jest - rzekłbym - taki dojrzały oddział wojskowy, który niejedną bitwę wygrał, niejedną przegrał, ale wiemy, że w jakiś tam sposób możemy na siebie liczyć. Ja oczywiście poczuwam się do bycia w tym zespole dowódcą, ale nie wyobrażam sobie, aby mógł on funkcjonować bez takich oficerów, podoficerów i szeregowców, jakich mamy na co dzień.


fot. Artur Grzanka
- Z drugiej strony przyznasz sam, że Kult bez Kazika przestałby mieć w ogóle logiczną rację bytu. Przykładem może być tu choćby stosunek niektórych dawnych fanów Dżemu do obecnej działalności tego zespołu.

- Wiesz, ja też sobie nie wyobrażam, aby ten układ mógł funkcjonować z innym wokalistą. Osobiście czuję, że najbliższa więź łączy mnie z Kultem, a te wszystkie inne historie też były fajne, tylko że to byli koledzy albo młodsi, albo trochę inaczej patrzący na muzykę, albo w ogóle czego innego szukający w muzyce. Kult to jest dobrze naoliwiona maszyna, w której nie są zadawane zbędne pytania, a których jest multum w innych składach i to jest pewnego rodzaju komfort psychiczny, chociaż zdarzają się oczywiście kłótnie jak w każdym oddziale wojskowym i w małżeństwie starym ale jarym i bywały okresy pewnego kryzysu, ale bez takich sytuacji byłby to układ o charakterze autorytarnym lub wręcz totalitarnym. Dyktator nie pozwala być przecież niezadowolonym (śmiech).


fot. Monika S. Jakubowska
- "Kiedy mój tata postanowił śpiewać piosenki swojego taty, to z początku one do niego nie bardzo przemawiały i nie mógł się swobodnie wokół tej muzyki zakręcić" stwierdził w rozmowie ze mną Janek. Czy dziś bardziej odnajdujesz się w poetyce Stanisława Staszewskiego i czy z upływem lat nabrałeś do niej dystansu?

- To dalej są jakby opowieści z innej bajki. Był to przecież inny czas, inna kultura, inny człowiek to pisał, o innych doświadczeniach, o doświadczeniach tak mocno ekstremalnych, że ja to w ogóle jestem jakimś tam domowym pieskiem wychowanym w cieplarnianych warunkach. Nie mogę się równać, ani nawet porównywać, skoro mój tata w wieku 19 lat, czyli będąc człowiekiem strasznie młodym wylądował w obozie koncentracyjnym. Cała ta jego gama wyborów świadczy o tym, że on z tego pasiaka nigdy się nie wydostał, bo wygenerowało to bardzo dużo istotnych decyzji, które podejmował w życiu. Między innymi - to też jest moja teza - nieustanna ucieczka przed podejmowaniem odpowiedzialności za siebie i za osoby bliskie. On nie chciał tego ciężaru dźwigać po takich doświadczeniach bycia nastolatkiem i dlatego te piosenki są zupełnie innymi historiami. Oczywiście, że jestem cały czas pod wrażeniem jego artyzmu, choć niewiele tych piosenek napisał. Ktoś powiedział ostatnio, że Kaczmarski napisał 500 piosenek, a Staszewski tylko 30, ale myślę, że jakościowo wytrzymują one porównanie z dokonaniami tego barda wszech czasów, jeśli chodzi o polską scenę nazwijmy to poezji śpiewanej, chociaż nie lubię tego określenia. Są to obrazy, których nie malowałem, ale pod których wrażeniem jestem.


fot. Marek Jamroz
- Po twoim odejściu z Buldoga twoje teksty zostały zastąpione wierszami Tuwima. Zapytałem Piotra Wieteskę czy można zaryzykować stwierdzenie, że ty i Tuwim podobnie postrzegacie rzeczywistość i czy w kwestiach społecznych nic nie zmieniło się od czasów przedwojennych? Piotr odpowiedział "Tak, zgadzam się z tym". Często porównywano cię z Tuwimem? Jak sądzisz skąd wzięły się te analogie?

- Powiem szczerze, rzadko z takimi porównaniami się spotykam. Tuwim miał jednak - podejrzewam - lepszy warsztat i profesjonalniej trzymał formę, a poza tym nie chciałbym tutaj stawać w opozycji do jego wyborów powojennych, które moim zdaniem są mocno dyskusyjne, ale chciałbym być pozbawiony stawania w takich, a nie innych sytuacjach. Tuwim dla mnie jest poetą o dwóch twarzach. Z jednej strony zestawienie tego co pisał przed wojną i w mniejszym stopniu w czasie wojny i to, z jaką łatwością przeszedł na stronę nurtu komunistycznego i stał się właściwie nadwornym poetą Bieruta [przykład tutaj – przyp.red]. To już Władysław Broniewski - przekonany komunista od czasów przedwojennych trzymał bardziej konsekwentną postawę i w jego szczerość wierzę. Poza tym o ile nie piszę o bardzo mi bliskich sercowych sprawach, to wydaje mi się, że bardzo widoczne jest u mnie wykształcenie socjologiczne, które zgłębiałem bardzo długo, aczkolwiek nieskutecznie i myślę, że u Tuwima było to jednak mniej widoczne.


fot. Monika S. Jakubowska
- "Jest to na tyle lekka i przyjemna praca, że póki są: energia, siły i chęć, to nie należy jej ograniczać. Wszystko to może się jakoś rozwijać, jeżeli czujesz się w tym dobrze". Tymi słowami wyraziłeś się o swojej hiper aktywności muzycznej, jaka niewątpliwie od dziesięcioleci cię charakteryzuje. Nie tworzysz już wprawdzie z El Dupa czy KNŻ, ale niedawno znalazłeś sobie nową odskocznię od Kultu. Czy Kwartet ProForma pochłonie cię na długie lata i czy więcej w nim będzie nowych pomysłów czy cytatów z twojej dotychczasowej przebogatej twórczości?

- Chciałbym, żeby trochę to potrwało. Decyzja została podjęta - powiem szczerze - bo rozleciał się nam KNŻ, a z drugiej strony El Dupa pozostaje w stanie hibernacji, a tutaj trafił się taki teren, którego - jeśli chodzi o muzykę - jeszcze nie penetrowałem, czyli coś co zbliżone jest do charakteru, jak to niektórzy moi koledzy z KNŻ, którzy trochę ze smutkiem przyjęli decyzję o rozwiązaniu zespołu, kpiąco określają jako "dom kultury". Jest to być może trochę złośliwe, ale jednak dość celne porównanie. Gramy w takich miejscach i dla takiego audytorium, które właściwie na Kult nie przychodzi, bo jest to dla nich za głośne i za mało wygodne. Są to ludzie, którzy ubierają się tak, jakby szli do teatru, czy do kina. Naszemu występowi towarzyszy szeroko pojęta teatralizacja, a ja dużo więcej opowiadam tam o piosenkach, niż ma to miejsce na koncertach i jest to dla mnie jakieś tam novum w ogóle. Trafiłem na ludzi, z którymi zaczęliśmy od skłócenia i konfliktu. Spotkaliśmy się kłócąc się i mając jakieś tam pretensje do siebie, a wyszła z tego bardzo fajna muzyczna i towarzyska przygoda. Decyzja, że związujemy się, robimy płytę i zaczyna to funkcjonować na patencie mojego drugiego zespołu jest perspektywą, że na tych parę lat przewidujemy we własnym towarzystwie być, a co to będzie, to na razie nie mam pojęcia. Moje dołączenie wywindowało ten zespól od razu do sal troszeczkę większych, niż oni grali do tej pory, jednakowoż z nimi trzeba tak samo zaczynać, jak z każdą nową kapelą. Przy ogromnej ofercie, jaka jest teraz, jeśli chodzi o muzykę współczesną i nie mówię tu tylko o Londynie, ale też i o Warszawie, gdzie jednego wieczora masz nieraz nawet 50 koncertów w różnych miejscach, ludzie muszą pogodzić się i zapoznać z istnieniem nowego bytu. Bardzo często na koncertach było mieszanie różnych pojęć. Na przykład na koncertach KNŻ krzyczano, żebym śpiewał "Polskę", a na koncertach Kultu krzyczano, żebym śpiewał "Artystów". Generalnie traktuję to jako projekt na najbliższe lata, ale aby go wypromować, trzeba jakoś zadziałać, być może trochę inaczej niż z inną nową kapelą.


fot. Artur Grzanka
- Co chciałeś nam przekazać w utworze "Kalifat"

- Stoimy moim zdaniem u progu konfrontacji z Islamem, z tym Islamem wojującym. Spróbowałem stanąć w tym utworze jakby po drugiej stronie. Pomysł na ten tekst powstał jesienią ubiegłego roku, kiedy była poprzednia wizyta Kultu w Irlandii i Wielkiej Brytanii. Był koniec września. Przywieziono nas z lotniska w takie miejsce w Dublinie, gdzie studenci przygotowywali się poprzez zabawę do rozpoczęcia roku akademickiego. Ja, który sporo rzeczy w życiu widziałem, byłem kompletnie zszokowany. Dla mnie, dla 51-latka były to niemalże dzieci, które zatracały się w narkotykowo-alkoholowo-seksualnej zabawie. Z tego co widziałem, chodziło głównie o to, aby znietrzeźwić się alkoholem, skatować jakimiś dragami i zaliczyć w kiblu szybki seks. Wobec tego wyobraziłem sobie sytuację, co by było, gdyby na tej ulicy pojawił się prosto z Bagdadu jakiś pobożny muzułmanin i miał okazję to zaobserwować. Byłoby to dla niego ewidentnie wcielone piekło na ziemi, które należy zniszczyć i myślę, że dekadencka kultura cywilizacji zachodniej zbliża się do nieuchronnej konfrontacji, ponieważ macie tu takich muzułmanów coraz więcej i oni widząc upadek tego, co biały człowiek proponuje, z dominującą energią - podejrzewam - w końcu do takiej konfrontacji doprowadzą. Powstanie Państwa Islamskiego, które przedstawiło ostatnio swoją mapę planowanych zdobyczy terytorialnych do 2020 roku pokazuje nam, że za naszymi drzwiami stoi możliwość, a nawet przymus konfrontacji z kimś, kto jeńców nie bierze.


fot. Monika S. Jakubowska
- Pozwól, że dotknę tym razem tematu polskiej emigracji. "Natalia w Bruklinie" przez lata budowała w polskiej świadomości obraz naszej emigracji zarobkowej. Dla nas Polaków od lat mieszkających na obczyźnie niektórych jej fragmentów można doszukać się w wielu autentycznych życiorysach. Ty także pod koniec lat 80' byłeś emigrantem w UK i podobno właśnie w Londynie zrozumiałeś dwie rzeczy: to, że praca na budowie, to nie twoja bajka oraz to, że muzyka to twoja największa pasja. Zgodzisz się z opinią, że emigracja pomimo rachunku, jaki trzeba za nią zapłacić, pozwala jednak o wiele wyraźniej zobaczyć swoje słabe i mocne strony?

fot. Monika S. Jakubowska
- Podziwiam ludzi, którzy wyemigrowali. Wyjazd z kraju, ze swojego środowiska, jest rozpoczęciem nowego życia. W moim przypadku było to trochę - jak to zwykle w moim życiu - w cieplarnianych warunkach, bo ja tam miałem rodzinę. Poza tym nie myślałem nigdy o wyjeździe na stałe. Miałem wprawdzie taki kryzys w latach 90' i z uwagi na pochodzenie mojej żony mogliśmy się wtedy od biedy starać o papiery niemieckie, ale szybko mi to przeszło. Teraz, gdy rozmawiamy, ja jestem akurat w Hiszpanii, ale tu też jestem w gościach. Polska jest dla mnie miejscem, z którym się utożsamiam, żyję w tym etosie kulturowym i ten etos kulturowy podzielam. Porozumiewam się pewnym szyfrem, który za granicą jest niezrozumiały, podobnie jak dla Polaków, czy Rosjan niezrozumiały jest kod kulturowy Anglików. Oczywiście, świat stał się kosmopolityczny i teraz emigracja nie jest decyzją ostateczną, która powoduje zerwanie kontaktów z gniazdem rodzinnym. Obecnie nie nawiązujemy ich tylko od czasu do czasu, jak miało to miejsce w latach 80'. Teraz mamy Ryanair'a i za niewielkie pieniądze możemy w weekend bliskich odwiedzić. Przez całą historię nowoczesnej Europy emigracja nie wiedzieć czemu, a właściwie wiadomo... no bo tam było bardziej dostatnio i w pewnym sensie kulturalniej, zawsze szła ze wschodu na zachód. Jest to jednakowoż decyzja w dalszym ciągu bardzo poważna i właściwie to jestem pełen podziwu dla ludzi, którzy takie rzeczy robią, ale też i pełen smutnych refleksji wobec państwa, które co poniektórych zmusza, aby taką decyzję musieli podejmować.


fot. Monika S. Jakubowska
- "Najbardziej podobały mi się te jego waleczne kawałki, w których w moim tacie odzywała się dusza wojownika" wyznał Janek dodając, że nie zgadza się z opinią, że obecnie złagodniałeś. Jak to faktycznie jest z tą twoją wojowniczością w czasach obywatelskiego przebudzenia Polaków? Czujesz także, że żyjemy w chwili, w której naród bardziej niż dotychczas domaga się od artystów pokrzepienia serc?

- Jeśli chodzi o moją wojowniczość, to ja bym tego nie demonizował. Byłem bardziej takim obserwatorem ze szkiełkiem i okiem, który pewne rzeczy komentował, stawiał jakąś tam mniej lub bardziej niezdarną diagnozę. Natomiast, czy ja byłem wojowniczy? Myślę, że nie. W moim przypadku był to konglomerat bardzo różnych, intensywnych historii, które przeżyłem w młodym wieku. Nie bez kozery będzie tutaj wspomnieć o moich doświadczeniach ze świadkami Jehowy, którzy do bardzo ekstremalnych poziomów wynieśli jedno z haseł Jezusa Chrystusa: Oddaj cesarzowi, co cesarskie, a Bogu, co boskie. Nie jest to wezwanie do jakiegoś obalania, czy walki z systemem, ale bardzo wyraźne wezwanie, żeby nie robić czegoś, czego nie wypada, kiedy ktoś od ciebie tego wymaga. Cała moja droga życiowa od osiągnięcia pełnoletności do 28 roku życia to jest na różne sposoby wyraźne i uparte unikanie służby wojskowej i nie wchodzenie w kompromis, który mógłby mi tę służbę w jakiś sposób zastępczo załatwić. Czuję się artystą, poetą i moja sztuka stoi jednak trochę ponad tym wszystkim. Przy okazji aktywności Pawła Kukiza spotkałem się w Internecie z komentarzami typu - Paweł Kukiz, jest autentycznym artystą, ponieważ przekuł swoje słowa w czyn i działa, a tu Muniek Staszczyk odbiera odznaczenia od Komorowskiego, a ten się na tej Teneryfie wygrzewa, a przecież jest to - według tych komentarzy - mój obowiązek, który jest logiczną kontynuacją tego, że śpiewa się zaangażowane piosenki.


fot. Marek Jamroz
... No właśnie, w utworze KNŻ „Pozory często mylą” śpiewasz fragment: "Spragniony do picia nieledwie się zbliżam wiedziony reklamą z udziałem Kukiza". Niedawno piłeczka poleciała w drugą stronę. Paweł wygłosił pod twoim adresem przytoczone przed chwilą słowa. Jakie masz dziś relacje z Pawłem i czy podzielasz jego obecną politykę, czy też jesteście sobie ludźmi ideowo obcymi?

- Prywatnie to my się praktycznie nie znamy. Były to jedynie przypadkowe spotkania gdzieś przy okazji wspólnych koncertów, więc trudno mówić kim jest człowiek, którego nie zna się prywatnie. Myślę, że jest on nieco pozbawiony poczucia humoru i taki niezwykle sieriożnie nastawiony. Rok czy dwa lata temu strasznie zaczął na mnie naciskać, wręcz wymagać, abym dołączył do Ruchu Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Ja jednak mu podziękowałem.

fot. Paweł Fesyk
Nasze relacje są takie, że w ostatnim momencie I tury wyborów prezydenckich poszedłem i zagłosowałem właśnie na niego, ponieważ, spodobała mi się pewnego rodzaju - nazwijmy to - ruchawka, którą zrobił. Oczywiście należy między bajki włożyć, że elektorat który na niego głosował, to zwolennicy Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Generalnie większość z nich łącznie ze mną nie ma o tym w ogóle pojęcia, bo ja też nie do końca wszystkie niuanse tego sposobu liczenia głosów ogarniam. Okazało się jednak, że pewne działanie, które przybrało charakter - nazwijmy to - happeningu i to, że po prostu ten skleszczony, podwójny układ zamknięty, w którym kisimy się od 2005 roku, a już szczególnie od Smoleńska, nagle może być rozchwiany i rozbity i że to już nie tylko jest wybór: Platforma czy PiS ale, że może to być nareszcie coś innego i za to mu chwała. Co będzie dalej... czas pokaże. Bardzo bym chciał, żeby wytrzymał w jako takiej relacji ze swoją maszyną wyborczą aż do wyborów parlamentarnych. Czy system mu na to pozwoli, czy nie? Zobaczymy. Żeby jeszcze wyjaśnić tę historię z reklamą Pepsi Coli, to pamiętam dokładnie, że spotkaliśmy się w jakimś radio, kiedy tę piosenkę pisałem i ja się go wtedy spytałem, czy nie ma nic przeciwko, żeby taki passus w tej piosence został użyty. Powiedział, że nie ma nic przeciwko i zgodził się na to zanim jeszcze ta piosenka ujrzała światło dzienne i dlatego bardzo potem zdziwiły mnie jakieś nerwowe reakcje z jego strony.


fot. Artur Grzanka
fot. Paweł Fesyk
- "Oglądałem jakiś czas temu amerykańską biografię szefa FBI Edgara Hoovera. Jest tam taki wątek, w którym zaczyna mówić się o Dylanie, o tym, że się gdzieś tam plącze i że ma bardzo obrazoburcze piosenki. Zebrała się więc w siedzibie FBI narada, która miała zdecydować, co z nim zrobić. W końcu zapadła decyzja, że jest to przecież tylko niepoważny piosenkarz i najlepiej zostawić go w spokoju" - to twoje słowa sprzed miesięcy. Jak myślisz, czy Paweł Kukiz niespostrzeżenie wymknął się spod kontroli establishmentu, czy tak mu się tylko wydaje?

- Są na ten temat różne teorie. Myślę, że się wymknął, że nie doceniono go i że potraktowano go tak, jak nas wszystkich traktuje establishment polityczny: muzycy rockowi równa się głupki, które poskaczą przed publicznością, ale za poważne sprawy nie powinni się brać i ludzie w pewnym stopniu po prostu to wyczuli.  Ja zresztą też wyczułem jak to poparcie dla niego w ostatnich dniach kampanii rosło. Jak to zwykle bywa, nie miałem w ogóle ochoty wybierać się na wybory prezydenckie. W sobotę wieczorem zobaczyłem jednak, że to przybiera już rozmiary masowego poparcia i faktycznie zaczęło mi to śmierdzieć kilkunasto o ile nie dwudziestoparoma procentami i dlatego dołączyłem swój głos. To, co Paweł Kukiz wygenerował, to jest to przede wszystkim głos niezadowolenia i braku zgody na to, w jakiej formie - chodzi mi tu o formalność, a nie o formę sportową - prezentuje się polska scena polityczna od lat z okładem dziesięciu.


fot. Monika S. Jakubowska
- Dawno temu śpiewałeś: "Na wschodzie anarchia, na zachodzie anarchia, system się pali i wali, system pali się, system pali się, system pali i wali się". Nie uważasz, że historia zakręciła koło i świat stanął obecnie na skraju jeszcze większej rozpierduchy niż wtedy, gdy powstał ten tekst?

- No trochę tak. Wtedy wszystko było dosyć czytelne. Świat podzielony był na dwa obozy - komunistyczny i zachodni. Wydawało mi się wtedy, że sczeznę w komunie do końca życia i nic się nie wydarzy i jednocześnie czułem się skleszczony w niemożności rozwiązań ostatecznych. Okazuje się jednak, że historia świata potrafi przebiegać bardzo szybko. Obecnie wytworzyła się sytuacja bardzo nieciekawa. Z jednej strony czeka nas moim zdaniem nieuchronny konflikt z Islamem, z drugiej strony bardzo irracjonalny i nieobliczalny Władymir Putin, którego nie mogę rozgryźć i który w sprawie Ukrainy zachowuje się bardzo dziwnie. Na przykład jego reakcja na wydarzenia z Majdanu, jaką była aneksja Krymu, pokazuje moim zdaniem, że nie zachował się wtedy jak zawodowy czekista, tylko trochę jak jakiś głupek.

fot. Paweł Fesyk
Ukraina w swojej strukturze była takim półpaństwem aż do momentu wydarzeń na Majdanie i aneksji Krymu, kiedy to stała się państwem, które nagle poczuło niezwykle silną tożsamość i to waśnie agresja Putina na Ukrainę stworzyła pełnoprawne państwo w Europie. Poza tym szereg drobnych konfliktów w nieogarniętej w jakikolwiek sposób Afryce, gdzie z jednej strony widać coraz większe wpływy muzułmańskie a z drugiej strony wchodzą Chińczycy ze swoją siłą ekonomiczną i wojskową. Ponadto cały system ekonomiczny i to co się robi z zadłużeniem Grecji i coraz to kolejnych państw. Jak Andrzej Lepper powiedział kiedyś żeby dodrukować pieniądze na pokrycie długu publicznego, to wszyscy go uznali za ignoranta i debila, a potem okazało się, że decyzje Baracka Obamy, Banku Centralnego w Ameryce i wielu banków europejskich były dokładnie takie same. W niedługim czasie może więc coś pierdolnąć w systemie bankowo-finansowo-ekonomicznym i wtedy może okazać się, że wszyscy działamy posiadając jakieś pieniądze, których tak naprawdę nie ma. Na początku lat 90' był taki filozof amerykański Francis Fukuyama, który swego czasu był bardzo modny i który obwieścił, światu, że oto system demokratyczny zwyciężył i jest koniec historii. W związku z tym, że tak światły na pierwszy rzut oka umysł aż tak karczemnie się pomylił, można by stworzyć przysłowie i wrzucić je do mowy potocznej: "Mylisz się jak Francis Fukuyama".


fot. Artur Grzanka
fot. Paweł Fesyk
- Czyli, że można by zaryzykować stwierdzenie, że cywilizacja zachodnia, podobnie jak kiedyś Cesarstwo Rzymskie może zakończyć swoje istnienie i czy nam się to podoba czy nie, wejdziemy w całkowicie nowy rozdział historii ludzkości? Jak sądzisz, istnieje taka opcja, czy jednak obronimy się?

- Nie wiem, czy się obronimy Ja oczywiście chciałbym, aby to wszystko się obroniło, ale moja wiedza jest zbyt ułomna, bo jak widzisz pomylił się nawet dużo bardziej światły człowiek. Podano kiedyś taki przykład, który dotyczy co prawda zasobów bogactw naturalnych, ale myślę, że można go przytoczyć także na potrzeby pokazania sytuacji politycznej, wojskowej czy ekonomicznej. Mówi on, że być może świat znalazł się obecnie w dokładnie takiej samej sytuacji. Wyobraź sobie jezioro, które przez 30 dni zarasta wodorostami i po tych 30 dniach zamienia się w bagno. Pierwszego dnia trochę się tych wodorostów pojawia, drugiego dnia pojawia się ich dwa razy tyle, trzeciego dnia jest ich znowu dwa razy tyle ile było w dniu poprzednim, czwartego dnia jest ich dwa razy tyle ile było trzeciego dnia. Każdego dnia ilość wodorostów zwiększa się dwukrotnie wobec stanu z dnia poprzedniego i jeśli przyjmiemy, że to jezioro zarasta w 30 dni, to ile będzie zarośniętego jeziora dwudziestego dziewiątego dnia? Otóż będzie dokładnie połowa, bo trzydziestego dnia zarośnie znowu dwa razy tyle. Myślę, że w takiej właśnie sytuacji jest obecnie świat. Jeszcze wszystko na pierwszy, drugi i trzeci rzut oka poprawnie gra, natomiast obawiam się, że na koniec będzie jakieś nagłe wydarzenie, które...

- ... odmieni wszystko?

- Odmieni obecną formułę istnienia ludzkości w stopniu zasadniczym.


Moje spotkanie z Jankiem Staszewskim tuż przed ubiegłorocznym koncertem Kultu w Londynie
- Odejdźmy od wielkiej polityki oraz spraw globalnych i powróćmy do zespołu Kult. "Cieszy mnie to, że ten zespół cały czas ma poparcie ludzi, a najważniejsze w tym wszystkim jest to, że oni po prostu robią swoje. Mój tata nigdy się nie sprzedał. Robi swoje i ciągle ma coś do powiedzenia. Myślę, że w tym tkwi cała tajemnica". Czy Janek faktycznie trafił w sedno tą wypowiedzią?

- No bardzo się cieszę, że Janek tak mówi, bo mi nigdy tak nie powiedział (śmiech).

- Cieszę się w takim razie i ja, że mogę być w tej sprawie waszym pośrednikiem (śmiech).

- Widocznie jest w tym trochę racji. Robimy swoje, a czy nie sprzedaliśmy się? Wiesz... w Internecie, co druga opinia jest, że się sprzedałem. Myślę, że taką bardzo dobrą szkołą dla mnie było to, że myśmy działali te pierwsze 10, 12 lat na zasadach zupełnie amatorsko-hobbystycznych. Do 1990 roku nie przypuszczałem, że będzie to jakieś moje konkretne zajęcie, wobec czego, nie miałem żadnego ciśnienia na to, żeby zaistnieć gdzieś w radio, czy w telewizji. Mieliśmy możliwość zagrania paru koncertów, potem było ich trochę więcej i to było dla nas najważniejsze, a pieniądze... sam wiesz, jakie wtedy pieniądze były.



Ludzie udawali, że pracują, a oni udawali, że im płacą. Wobec czego, kiedy znaleźliśmy się w sytuacji, że to już była praca, z której w jakiś sposób mogliśmy się utrzymać, to po pierwsze byliśmy na tyle mądrzy, żeby wiedzieć, kto w tej polskiej branży muzycznej jest kim i z kim się można zadawać, a z kim nie. Potem mieliśmy już konkretny i dość mocny kręgosłup oraz świadomość tego, co chcemy robić i w tym nas ta nowa rzeczywistość ekonomiczna zastała. Myślę, że w jakiś sposób to nas ukształtowało, a poza tym ludzie widzieli, co robimy. Owszem miałem kilka różnych wpadek alkoholowych czy momentów mojej niedyspozycji na koncertach, ale w 95% starałem się być uczciwy wobec swojego audytorium. Nigdy nie odpierdzielaliśmy tak zwanej fuszerki, albo źle pojętej klezmerki. Trzeba tutaj przyjąć jakąś skalę. Jesteśmy jakimś tam robaczkiem, a Rollingstonesi są przy tym robaczku pałacem kultury, ale myślę, że pewna analogia w naszym działaniu jest czytelna. Po nich też nikt nie spodziewa się, że jeszcze napiszą rock operę.


Debiutancki album Janusza
- "Jeśli album miałaby nazywać się Tata Janusza, to musiałbym śpiewać jego piosenki. Do tego chyba jeszcze na razie nie dojrzałem, ale [...] nie wykluczam tego i z tego, co tata mi mówił, on także takiej możliwości nie wyklucza." Czy w świetle tego, co powiedział Janek, w rodzinie Staszewskich może powstać coś na wzór Męskiej Muzyki Waglewskiego Fisza i Emade?

- Jak na razie nic takiego się nie zanosi. Janka twórczość jest jednak bardzo uduchowiona i w pewien sposób dla mnie hermetyczna. Bardzo to doceniam, ale to jest trudna twórczość zarówno jeśli chodzi o stronę literacką jak i o stronę muzyczną. Ostatnio wzięliśmy Janka na nasze unplugged i on zajebiście sprawdza się w utworze "Babilon", a z drugiej strony Kult fajnie odnajduje się w jego kompozycji "Głowa do góry".


fot. Artur Grzanka
fot. Monika S. Jakubowska
- Spokojnie, Mój Wydafca, Tata Kazika, Posłuchaj to do Ciebie, a może jeszcze inny? Który album Kultu cenisz sobie najbardziej i dlaczego?

- Na pewno drugi i trzeci. Spokojnie [recenzja tutaj - przyp.red.] i Posłuchaj to do Ciebie. Właśnie w tej kolejności, bo było to po pierwszym podejściu, które było zupełnie nieudane. Udowodniliśmy wtedy sobie, że w tym samym składzie osobowym możemy zrobić dużo lepszą płytę niż jedynka. Spokojnie jest dowodem na to, że możemy zrobić pewien koncept album, bo w zasadzie każdy z nas słucha różnych rzeczy od sasa do lasa, a tutaj znalazły wyraz nawet jakieś fascynacje psychodelą z lat 60' i 70', na co złożyło się wiele czynników. Trafiliśmy akurat na świetnego realizatora oraz na fajne studio i myślę, że powstało coś, co do kanonu polskich płyt rockowych przynależy. Następnie obydwie płyty z piosenkami taty. Pierwsza odkrywająca jego twórczość dla starszego audytorium, ale ja bardziej cenię dwójkę, która jest mniej ludyczną i mniej rozrywkową płytą, na której znajdują się traktaty o sensie życia, sensie istnienia. Kolejna to Ostateczny krach systemu korporacji. Kiedy wydawało się, że nasz kryzys jest na tyle głęboki, że już nic nie zrobimy, nagle okazało się, że starczyło parę szczerych słów i wszystko wróciło do normy. Na pewno Hurra! Jest to płyta, która powstała tuż po bardzo istotniej zmianie. Odszedł Banan - człowiek, który stanowił absolutnie filar muzyczny tego zespołu i wydawało się, że świat się zawalił i długo chodziliśmy jak ten pies przyczajony na kota nie wiedząc, którą łapą go uderzyć i jak zacząć. Poza tym była to ostatnia produkcja, którą robiłem jako producent muzyczny, co jest już chyba melodią przeszłości, bo moje kłopoty ze słuchem wykluczają już pracę realizatorską w studio.

fot. Monika S. Jakubowska
Oczywiście jeszcze długo będę mógł śpiewać, bo koledzy głośno grają. Kult Unplugged to też była ważna historia, bo zawsze mówiłem, że nie nadajemy się do grania bez prądu i że jesteśmy drużyną elektryczną, a tu okazało się, że nadajemy się i w ogóle jest to chyba jedyna tego typu płyta, która w Polsce wbiła się na pierwsze miejsce wyników sprzedaży, gdzie jak wiadomo, żyjemy w czasie schyłkowym jeśli chodzi o płyty kompaktowe i do tego nagle po dwóch latach ta płyta znowu weszła na pierwsze miejsce, co prawda na tydzień tylko, ale taki podwójny strzał raczej się nie zdarza. Poza tym wiesz... do wszystkich płyt czuję jakiś sentyment, nawet do tych nieudanych, ale bardziej byłbym kompetentny jeśli chodzi o wymienienie właśnie tych nieudanych. Nieudana jest na pewno jedynka, nieudana jest pierwsza koncertowa płyta Tan, nieudany jest 45-89 zagrany zresztą fatalnie, nieudany jest Poligono Industrial, który jest właściwie solowym wykonaniem Banana, bo tylko on sam praktycznie przy tym albumie pracował. Nieudany jest Mój Wydafca i Your Eyes, nad czym ubolewam, bo są tam fajne piosenki, ale niestety fatalnie zrealizowane. I to tyle tych nieudanych. 

 
fot. Monika S. Jakubowska
- Jaki będzie przekaz kolejnej płyty Kultu? Co najbardziej ostatnio leży ci na sercu?

- Nie wiem. Na razie pracujemy nad nowym materiałem. Sporo tego powstało. Mamy właściwie już 23 numery. Niektóre mają już nawet daleko posunięte teksty, ale jakie będzie ogólnie jej przesłanie? Nie wiem jeszcze jakie, bo nie wiem jeszcze jakie piosenki będą wybrane na tę płytę. Poza tym ostatnio nieco praca stanęła, bo się na dwóch kolegów zdenerwowałem. Muszę czasem... jak to w oddziale wojskowym i w rodzinie bywa, ale już generalnie mi przeszło. Teraz mamy sierpień, czyli miesiąc wakacyjny, więc to nasze wspólne granie będzie kontynuowane na próbach od września i wtedy zobaczymy, co będzie dalej.

fot. Monika S. Jakubowska
- "Te 4 lata grania w Kulcie wspominam miło - powiedział mi Piotr Wieteska - Granie w kapeli było spełnieniem moich marzeń. W dodatku ten okres był czymś więcej niż tylko graniem kapeli – był w tym również parowątkowy przekaz (m.in. światopoglądowy, nasz stosunek do polityki, mody młodzieżowej lub tzw. show biznesu)". Jak ty wspominasz pierwsze lata Kultu, które poza singlem "Piloci / Do Ani" oraz nagraniami, które ujrzały światło dzienne dopiero w roku 2000, były chyba bardziej szaloną młodzieńczą przygodą, niż świadomą realizacją artystycznych planów?

- Nie demonizujmy, że była to tylko przygoda. Była to cała koncepcja i fajnie wtedy się grało. Oczywiście, że na samym początku było to bardzo nieporadne i daleko odbiegało od tego, co mamy dzisiaj, ale nikt tak wtedy nie grał  jak my. Z jednej strony byliśmy mocno zainfekowani muzyką reggae i mieliśmy takie myślenie o muzyce, jak mają ludzie grający reggae, ale nie chcieliśmy grać reggae. To samo nam się podobało i używaliśmy wtedy często myślenia funkowego, ale też nie chcieliśmy być funkiem w postaci czystej. Strasznie żałuję, że Piotrek Wieteska i Jacek Szymoniak wtedy odeszli. Ja ten zespół jakoś utrzymałem, ale po odejściu Piotrka i Jacka Szymoniaka Kult stał się taki - powiedziałbym - bardziej normalny. Już było nas wtedy z czym porównać, a jak graliśmy w składzie Wieteska, Szymoniak, Janek Grudziński i Tadek Kisieliński, to nie było nas z czym porównać.

 
fot. Paweł Fesyk

Piotr Wieteska
- Powiem ci, że z tamtego okresu najbardziej kocham "Do Ani" i "Krew Boga". Byłem wtedy młodym człowiekiem, który namiętnie słuchał Trójki i pamiętam, że gdy po raz pierwszy usłyszałem "Krew Boga", kompletnie na waszym punkcie zwariowałem (śmiech).

- To o tyle dobrze o nas świadczy, że był to w ogóle pierwszy numer, jaki zrobiliśmy jako Kult. To była pierwsza próba, pierwsze spotkanie, pierwsze dźwięki i od razu była "Krew Boga", która jest z nami do dzisiaj...

- i która wywołuje ciary pomimo, że Piotrek jako współautor tej piosenki powiedział mi kiedyś, że nie lubi jej tak bardzo jak inne utwory jakie stworzył. Ja jednak myślę, że bez "Krwi Boga" nie byłoby Piotra Wieteski takiego, jakiego znamy.

- Myślę, że masz rację.



Zapraszam także do zapoznania się z kompletem KULT-owych rozmów:
Rozmowa pierwsza - Piotr Wieteska tutaj
Rozmowa druga - Tomek Glazik tutaj
Rozmowa trzecia - Janusz Zdunek tutaj
Rozmowa czwarta - Jan Staszewski tutaj
Rozmowa piąta - Kazik Staszewski (po raz pierwszy) tutaj